poniedziałek, 28 sierpnia 2017

W krainie białych obłoków - Sarah Lark


Na temat kolonizacji Australii powiedziano już bardzo wiele. W siedemnastym wieku Anglicy odkryli nowy ląd, który nazwali Nową Holandią, a sto lat później poważną eksploracją terenów zajął się James Cook. Nie trzeba było długo czekać na pojawienie się w Australii pierwszych brytyjskich osadników, którymi w większości byli kryminaliści. Nie bez powodu mówi się, że każdy rodowity Australijczyk ma w swoim drzewie genealogicznym przestępcę. Jednak niewiele mówi się na temat kolonizacyjni Nowej Zelandii, która wyglądała zgoła inaczej. Podobnie więcej mówi się o rdzennych mieszkańcach Australii - Aborygenach, zapominając o grupie etnicznej z Nowej Zelandii jaką byli Maorysi, bardzo interesujący lud, który przypłynął tam z Polinezji. Niemiecka autorka Sarah Lark w swoich książkach postanowiła podzielić się z nami swoją fascynacją i spopularyzować fascynującą historię Nowej Zelandii

Helen Davenport jest guwernantką w bogatej angielskiej rodzinie Greenwoodów. Zajmuje się edukacją ich dwóch synów, jednak nie przynosi jej to satysfakcji. Coraz częściej myśli o tym, że czas nieubłaganie płynie, a ona nie ma żadnych widoków na małżeństwo. Przypadkiem znajduje w gazetce parafialnej ogłoszenie, w którym samotni, szanowani mężczyźni z Nowej Zelandii poszukują żon, które wniosłaby trochę światła do ich życia i pomogły prowadzić gospodarstwa w zupełnie nowym świecie. Helen zaczyna się zastanawiać, czy cokolwiek trzyma ją jeszcze w Anglii i czy ma w sobie tyle odwagi, by zacząć żyć od nowa na drugim końcu świata.
W tym samym czasie "owczy baron" z Nowej Zelandii dobija interesu z walijskim hodowcą owiec, jednocześnie układając małżeństwo jego córki Gwyneiry Silkham ze swoim synem Lucasem. Dziewczyna marzy o przeprowadzce do Nowej Zelandii i wyrwaniu się tym samym ze szponów angielskich konwenansów. Helen i Gwyneira spotykają się na pokładzie statku wiozącego je do ich nowego świata. Wtedy jeszcze nie zdają sobie sprawy, że los właśnie związał je nieodwracalnie.

Nie czytam wiele literatury niemieckiej i nawet teraz popełniłam ją nieświadomie, gdyż nie miałam pojęcia, że Sarah Lark pochodzi z Niemiec, a jej prawdziwe nazwisko brzmi Christiane Gohl. Pani Lark jest wieloletnią przewodniczką turystyczną i właśnie przy okazji jednej ze swoich licznych podróży zakochała się w Nowej Zelandii i postanowiła poświęcić jej kilka lat badań. Ze świata Maorysów pojawiło się w Polsce sześć powieści tej autorki, jednak jest ona znana również ze swoich książek na temat koni. Jak się okazuje, ma także sporą wiedzę o owcach, ich rasach i hodowli, co udowodniła pisząc "W krainie białych obłoków". Za sprawą tej książki odkryłam jaka fascynująca jest Nowa Zelandia, chociaż tak naprawdę niewiele różni się ona krajobrazem i klimatem od tego co można spotkać w Europie. Jednak o ile z polskich czy angielskich książek możemy dowiedzieć się co nieco o hodowli owiec, tak wielorybnictwa, ubijania fok czy gorączki złota w nich nie doświadczymy. Równie pasjonująca jest kultura Maorysów, ich mentalność, to jak podchodzili do kolonizacji ich terenów przez Brytyjczyków i jak niebezpieczne okazały się próby ich cywilizowania. Jednak co by nie robić, obstawiali przy swoich wierzeniach, przy swoich wizjach świata, przy swoich wizjach rodziny. Dzięki książce "W krainie białych obłoków" poznajemy ich w połowie XIX wieku, jeszcze na wpół dzikich, pierwotnych, a na wpół przystosowanych do nowej rzeczywistości, jaką przynieśli im Europejczycy. Jestem bardzo ciekawa, jak to będzie wyglądało w kolejnych tomach sagi dalej posuniętych w czasie.

"W krainie białych obłoków" należy do gatunku sagi rodzinnej, więc można domyślić się, że przewija się przez nią wiele postaci. To prawda, bo możemy przyjrzeć się aż czterem pokoleniom osadników Nowej Zelandii, chociaż oczywiście prym wiodą Helen i Gwyneira. Helen jest postacią bardziej stonowaną, poważną, ale też odważną, skoro postanowiła postawić wszystko na jedną kartę i powierzyć swoje życie zupełnie obcemu człowiekowi - Howardowi O'Keefe. Jest w niej wola niesienia edukacji, cywilizacji, ogłady, ale jest też bardzo wrażliwą na los innych kobietą. Z kolei w Gwyneirze drzemią nieskończone pokłady energii. Jest osobą, która w ogóle nie pasuje do miejsca, w którym się urodziła i dopiero Nowa Zelandia pozwoliła jej puścić wszystkie hamulce i stać się naprawdę sobą. Jednak podróż na koniec świata ma także swoje ciemne strony, o których szybko przychodzi się przekonać obu kobietom.

Jest to bardzo realistycznie napisana powieść historyczna, powieść obyczajowa. Sarah Lark wykazała się dbałością o szczegóły nie tylko w kreacji bohaterów, ale także wydarzeń "dnia codziennego". Ale "W krainie białych obłoków" jest to też historia o miłości, o złamanych sercach, o zderzeniach z brutalną rzeczywistością, o noszeniu ciężarów ponad własną siłę, o nienawiści, która potrafi niszczyć wszystko, co spotka na swojej drodze, o ciężkich rozstaniach i chwytających ze serce powrotach, piękna historia o sile dwóch wspaniałych kobiet. Powieść, która trzyma w napięciu, mimo że tak naprawdę płynie bez pośpiechu niczym "Dublin", statek którym podróżowały Helen i Gwyneira, po wodach oceanu. Książka ma ponad 600 stron, ale nie odczuwa się tego, bo jest ona wielowątkowa, wielowymiarowa, bardzo barwna i wciągająca. Gorąco ją polecam wszystkim miłośnikom takich klimatów.


W KRAINIE BIAŁYCH OBŁÓKÓW
"Im Land der Weissen Wolke"
Sarah Lark
Data wydania: 11 maja 2016 roku
Wydawnictwo: Sonia Draga
Ilość stron: 616

MOJA OCENA: 8/10
PRZECZYTAŁAM: 17 sierpnia 2017 roku

Recenzja do przeczytania również tutaj: lubimyczytac.pl
Zachęcam do dawania plusików, jeśli podobała Wam się moja opinia o książce.

18 komentarzy:

  1. Właśnie sobie uświadomiłam, że od kilku lat czytam książki, których akcja przeważnie toczy się w Europie i Ameryce Północnej. Czas to zmienić! Będę pamiętać o tej książce ze względu na swoją słabość do motywów historycznych :)

    Pozdrawiam, ifeelonlyapathy.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha! Zostań ze mną! U mnie motywów historycznych Ci nie zabraknie, bo czytam sporo powieści historycznych, a ostatnio coraz więcej.
      Hmm... No ja też głownie czytam książki, które dzieją się w Europie i USA... Ale popełniłam też kilka z Australii. Natomiast Nowej Zelandii nigdy nie spotkałam w książce.

      Usuń
  2. To może być ciekawa pozycja. Jak znajdę czas na pewno po nią sięgnę. Zapraszam do udziału w konkursie: www.book-and-lifestyle.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest ciekawa pozycja, więc trzymam Cię za słowo. A w konkursie chętnie wezmę udział, o ile zdążę porządnie przemyśleć sprawę. Już wiem, o jakiej książce napiszę, ale muszę to sobie jeszcze ułożyć w głowie.

      Usuń
  3. Bardzo lubię Nową Zelandię, a nie miałam jeszcze okazji przeczytania książki, której miejscem akcji byłaby ta cudowna kraina, jak ja ją sobie nazywam. Ponadto obecnie czytam sagę rodzinną i przyznaję, że jestem oczarowana takim tokiem prowadzenia fabuły, więc jest to kolejny fakt, który zachęca mnie do sięgnięcia po powyższa pozycję. Myślę, że tym razem znalazłam u Ciebie coś dla siebie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No w końcu mi się udało, kochana. Tyle prób i nareszcie coś się znalazło. Jestem z tego powodu przeszczęśliwa, bo Cię polubiłam i bardzo mnie martwiło, że nie możesz znaleźć u mnie na blogu nic dla siebie.
      Ponadto jestem ciekawa, co za sagę rodzinną teraz czytasz. Na pewno zajrzę do Kruczego Gniazda, żeby się o tym przekonać

      Usuń
  4. Pierwszy raz słyszę o książce i chyba muszę się za nią rozglądać, bo zaciekawiłaś mnie bardzo :)
    Pozdrawiam!
    http://onlybooks-jdb.blogspot.com/2017/08/wroc-za-mna.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak sobie właśnie pomyślałam, że mogę Was tym tytułem zaskoczyć i jak widać miałam rację. Cieszę się, że udało mi się Ciebie zaciekawić. Życzę miłej lektury.

      Usuń
  5. Wydaje się ciekawa, ale obawiam się, że trochę bym się zanudziła bo to zwyczajnie nie moje klimaty :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trudno jak nie Twoje klimaty... Chociaż ja też myślałam że się będę nudzić, a się okazało, że w ogóle nie było takiej możliwości. Książka co prawda nieśpiesznie sobie płynie, ale trzyma w napięciu.

      Usuń
  6. Brzmi obiecująco. Piękne te zdjęcia z owieczkami. Mam wielką słabość do tych zwierzaków.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Starałam się, żeby brzmiało obiecująco :>
      A dziękuje bardzo. Mnie to zauroczyła ta owieczka, którą wykorzystałam przy okładkach.

      Usuń
  7. Oryginalna okładka znacznie bardziej mnie przekonuje ;) ciekawa propozycja.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczywiście, jest coś w tej oryginalnej okładce..
      Ale nasza polska na żywo wcale źle się nie prezentuje :D

      Usuń
  8. Kocham, lubię, szanuję, ale na razie mam nadmiar obyczajówek historycznych i czas żebym w końcu którąś przeczytała. :D Ale wielkie ♥ dla Nowej Zelandii i Maorysów. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wierzę, że ta owieczka Cię nie przekonała, że powinnaś rzucić wszystkie inne obyczajówki historyczne i przeczytać "W krainie białych obłoków" w pierwszej kolejności.

      Usuń
    2. Ej, ale masz rację - owieczka zadziałała na mój system. :P

      Usuń
    3. Wiedziałam, co robiłam, gdy wybierałam ją sobie na tło pod okładki :D A tak naprawdę jest ona taka słodka, że nie miałam wyjścia

      Usuń