sobota, 5 sierpnia 2017

Dziedziczka - Jude Deveraux


Prawdopodobnie nie każdy zdaje sobie sprawę z istnienia konfliktu angielsko-szkockiego. Współcześnie Szkocja należy do Zjednoczonego Królestwa i łączy ją z Anglią unia realna. Jakby zapomniano o tym, że Szkoci nie do końca darzą Anglików sympatią, chociaż ostatnio coraz więcej słychać na temat narodowowyzwoleńczych szkockich dążeń. Historia tych dwóch narodów jest burzliwa niemalże od samego początku i naznaczona konfliktami, rabieżami, wojnami, próbami ustanowienia pokoju, kolejnym niesnaskami, powstaniami... Jest to zatem idealne podłoże do napisania romansu na motywie "kto się czubi, ten się lubi", co z powodzeniem udało się wykorzystać Jude Deveraux w "Dziedziczce", drugiej części Sagi rodu Montgomerych.


Król Henryk VII, pragnąc zawrzeć pokój angielsko-szkocki, ułożył małżeństwo Stephena Montgomery'ego z Bronwyn MacArran, dziedziczką dumnego, szkockiego klanu. Jednak pan młody, przejęty zdrowiem swojej bratowej Judith, która uległa ciężkiemu wypadkowi, zapomina o tym, że powinien pojawić się przed ołtarzem. Zjawia się u boku narzeczonej spóźniony o cztery dni, a więc nie trudno się domyślić, że nie czeka go ciepłe powitanie. Zresztą nie czekałoby go one nawet, gdyby stawił się punktualnie co do minuty, ponieważ Bronwyn MacArran po prostu nienawidzi Anglików i nie w smak jest jej małżeństwo z jednym z nich. Potrafiłaby zaakceptować jedynie mężczyznę, który byłby gotowy stać się w pełni Szkotem, zasymilować się z jej klanem i pozwolić jej nim rządzić. Jednak Stephen Montgomery nie wygląda na takiego mężczyznę, a w dodatku przybywa na szkockie wzgórza z misją ulepszania tego, co angielskim okiem jest niedopuszczalne i niepraktyczne. Szybko przekonuje się o tym, że nie da się złamać szkockiego ducha.

Stephena Montgomery'ego poznaliśmy już w poprzednim tomie ["Obietnica"], który był poświęcony miłosnym perypetiom jego starszego brata Gawina i prześlicznej oraz przedsiębiorczej Judith. Już wtedy pojawiła się informacja, że mężczyzna jest zmuszony poślubić szkocką dziedziczkę i że wcale nie jest mu do tego pilno. Ale nie może lekceważyć rozkazów króla, według którego jest to honor dla Stephena uczestniczyć w budowaniu pokoju angielsko-szkockiego. Niezwykle mnie cieszy, że w "Dziedziczce" Henryk VII zdecydował nie pojawiać się osobiście na kartach książki, bo, o czym można przekonać się w mojej opinii o poprzedniej części, Jude Deveraux chyba nie do końca jest świadoma tego, czym zajmuje się król, a tym bardziej król taki jak Henryk VII. Poprzednio pisałam, że autorkę nieco poniosła wyobraźnia w temacie zainteresowana króla prywatnymi sprawami swoich mało ważnych poddanych. W tym tomie nie odczuwa się tego tak bardzo i laik naprawdę może być pewien, że nie wciska mu się żadnych bzdur. Ale ja, jako miłośniczka monarchii angielskiej, miłośniczka Szkocji, która nie tak dawno zapoznawała się z relacjami angielsko-szkockimi w szesnastym wieku, mogłabym zacząć się zastanawiać nad wagą małżeństwa młodszego brata barona z dziedziczką klanu szkockiego położonego gdzieś daleko w górach w porównaniu z ślubem księżniczki Małgorzaty, córki Henryka VII, z królem Szkocji Jakubem IV, który miał miejsce niespełna rok później, bo w 1502 roku. Ale piszę to jedynie w charakterze ciekawostki, bo wiem, że nie każdy się tym interesuje i nie dla każdego istotne jest zaplecze historyczne. 

Jeżeli chodzi o wątek romantyczny to i w tym aspekcie widzę poprawę w stosunku do poprzedniej części. Jestem zwolenniczką motywu "kto się czubi, ten się lubi" w romansach wszystkich kategorii. Ten motyw pojawił się też w przypadku Gawina i Judith w "Obietnicy", ale u Stephena i Bronwyn był bardziej żywy i emocjonujący, niewydumany, bo miał swoje głębokie korzenie w odwiecznym konflikcie między Anglikami a Szkotami. To, jak wyglądał ich związek, zależało od Bronwyn, która była najbardziej zacietrzewiona w tym konflikcie i ona dbała o to, by nic nie poszło gładko między małżonkami, by nie pojawiły się uproszczenia obecne w "Obietnicy", by ich relacja cały czas była napięta, a miłość rodziła się w bólach. W "Dziedziczce" pojawia się cała masa scen łóżkowych, a dla co niektórych "łóżkowych" pewnie nie byłoby odpowiednim określeniem. Może być to uciążliwe, ale ja tu widzę kolejną przewagę nad "Obietnicą", ponieważ bardziej wiarygodne jest to, że dzika i swobodna Szkotka ulegnie namiętności i będzie uprawiała seks w takich ilościach ze swoim mężem, którego nienawidzi, niż porządna, skromna Angielka, wychowywana na przeoryszę. 

Również dla bohaterów "Dziedziczki" mam więcej sympatii niż dla bohaterów "Obietnicy". Mam nadzieję, że taka tendencja utrzyma się w Sadze rodu Montgomerych, bo gdybyśmy doszli do ostatniego, bodajże dwudziestego drugiego tomu, lektura naprawdę byłaby genialna. Bronwyn niemalże od razu zyskuje sympatię czytelnika. Jest silną kobietą i na kilometr wyczuwa się w niej szkocką krew. Charakteryzuje ją upartość tak skrajna, że niektórych może to irytować, ale akurat nie mnie, bo uważam, że stanowi to jej siłę. Stephen Montgomery prezentuje się zdecydowanie lepiej niż jego brat - antybohater romansów. Ale "skapciał" trochę facet i nie wydaje mi się, że któryś średniowieczny mężczyzna dałby się tak wziąć pod pantofel. Jednak mojego serca nie skradł ani Stephen, ani Bronwyn, a jej pies - wierny przyjaciel i prawdziwy obrońca.

Planowałam ocenić "Dziedziczkę" na 5/10, ale w trakcie pisana tej opinii uświadomiłam sobie wiele rzeczy i stwierdziłam, że byłoby niesprawiedliwie tak ocenić tę książką, ponieważ "Obietnicy" wystawiłam 4/10, a ta była słabsza od kontynuacji niemal w każdym aspekcie. Także pojawi się 6/10 z dużym kredytem zaufania dla Jude Deveraux i bonusem za szkocki klimat. Ta książka przekonała mnie by dać sadze rodu Montgomerych jeszcze jedną szansę i zmierzyć się z kolejną częścią. Jednak wolałabym, żeby historia kolejnego brata nie dublowała pomysłów z poprzedniej części, co w "Dziedziczce" czasami się zdarzało.

Co sądzicie o "Dziedziczce" Jude Deveraux?
Tak jak ja lubicie szkockie klimaty?

DZIEDZICZKA
"The Highland Velvet"
Jude Deveraux
Data wydania: sierpień 2015 roku
Wydawnictwo: BIS
Ilość stron: 444

MOJA OCENA: 6/10
PRZECZYTAŁAM: 28 lipca 2017 roku

Recenzja do przeczytania także tutaj: lubimyczytac.pl
Zachęcam do dawania plusików, jeśli podobała Wam się moja opinia o książce.

8 komentarzy:

  1. Ja ogólnie uwielbiam wszystkie sagi norweskie/szkockie itp. Moja ulubiona to ''Saga o ludziach lodu'', ale takze ''Raija ze śnieżnej krainy''. O tej slyszalam, ale nie mam jej na swojej liście ksiazek do przeczytania. Jakos mnie ona nie ciągnie:) A mam w planach zapoznac sie z sagą ''Dzieci sztormu'' :)
    (recenzentka-ksiazek.blogspot.com)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tym że Saga rodu Montgomerych raczej nie należy do sag, o których mówisz. Jest to po prostu wielotomowy cykl pełnowymiarowych powieści, a że dotyczy rodziny, to nazwano go sagą.
      Jeżeli chodzi o sagi norweskie to "Sagę o Ludziach Lodu" też lubię, ale jeszcze jej nie doczytałam. Jestem mniej więcej w połowie. Przeszkadza mi to, że nie potrafię przeczytać kilku książek tego samego autora pod rząd, bo zaczynam się nudzić...
      O "Dzieciach Sztormu" nie słyszałam. Czytałam jeszcze "Córkę morza" i bardzo miło ją wspominam oraz "Tajemnicę wodospadu", ale jej nie skończyłam, bo nie miałam książek pod ręką, a teraz już nie pamiętam, o co chodzi.

      Usuń
  2. Z bonusem za szkocki klimat! ♥ Deveraux ciąg dalszy? Cieszę się, że kolejny tom jest lepszy od poprzedniego!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No bonus za szkocki klimat się należał :D
      Myślę, że trzecią część jeszcze na pewno przeczytam. Podejrzewam, że jak będę po trzecie części to stwierdzę, że została mi tylko jedna do skończenia podserii, więc i ją przeczytam i tak będę miała cztery. Ale co dalej, to nie mam pojęcia.
      Też się cieszę, że ten tom był lepszy. Byłabym zawiedziona, gdyby tom o Szkocji okazał się gorszy...

      PS: Czytam już "Grę o Tron", więc jeszcze troszkę, a będziemy mogły sobie pogadulić :D

      Usuń
  3. Raczej nie jest to książka dla mnie ;/ Ale fajnie, że drugi tom okazał się lepszy niż pierwszy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że jeszcze znajdziesz sobie książkę na moim blogu :D
      Też się cieszę. Nie zawsze tak jest, a właściwie bardzo rzadko drugi tom okazuje się być lepszy od pierwszego. Ufam, że trzecia część mnie nie zawiedzie.

      Usuń
  4. Znam tę autorkę, jest jedną z moim ulubionych.
    Podobnie lubię historie romantyczne z motywem pod tytułem "Kto się czubi, ten się lubi". Rozbraja mnie poczucie humoru,jaki autorka serwuje czytelnikowi w swoich romansach. Ale najważniejsze, że jej bohaterki mają własne zdanie oraz dążą do wyznaczonego celu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O cieszy mnie to bardzo, bo pewnie pojawi się tu jeszcze kilka recenzji jej książek.
      Ale ja chyba tego poczucia humoru nie dostrzegam i może i lepiej, bo mogłoby to negatywnie wpłynąć na moją ocenę.
      Tak bohaterki Deveraux zdecydowanie charakteryzują się siłą i niezależnością.

      Usuń