czwartek, 31 sierpnia 2017

CZYTANKA Z PASJĄ: Zimowy monarcha - Bernard Cornwell


Kim był król Artur? Wszyscy zgodnie chórem odpowiadamy: legendarnym celtyckim władcą Brytów, żyjącym najprawdopodobniej w V lub VI wieku naszej ery. I słowo "legendarny" jest tutaj kluczowe, gdyż istnieje niewiele dokumentów poświadczających jego istnienie, a ich rzetelność bardzo często jest wątpliwa. Najbardziej prawdopodobne jest to, że Artur to zlepek różnych walecznych postaci, które żyły w niedużym odstępie czasu po upuszczeniu Brytanii przez Rzymian, który dla wygody został utożsamiony z nieznanym z imienia synem Uthera Pendragona, który odziedziczył po nim tron i władzę. W celu uatrakcyjnienia historii Artura z czasem stopniowo zaczęto wzbogacać ją o kolejne postaci: Merlina, Lancelota, Ginewrę, Panią Jeziora, a także przedmioty - symbole: Excalibur, Camelot, Okrągły Stół. Wkrótce nawet chrześcijanie zaczęli wykorzystywać legendę o Arturze [przypomnę, że był on Celtem] i wprowadzili do niej Świętego Graala, chociaż podejrzewa się, że Artur, jeśli faktycznie żył, mógł wcale o nim nie słyszeć. Współcześni twórcy często czerpią z tej legendy i bardzo swobodnie ją interpretują. Jednym z takich twórców jest znany autor powieści historycznych Bernard Cornwell.


Pewnego zimowego dnia, z pomocą dawnych bogów przywołanych przez Morganę, na świat przychodzi kalekie dziecko - Mordred, wnuk króla Dumnonii, Wielkiego Króla Brytanii, Uthera Pendragona. Jest on jego jedynym dziedzicem, gdyż jego ojciec, który również miał na imię Mordred, zginął w walce z Saksonami, a Uther nie miał więcej dzieci z prawego łoża. Król, czując że jego dni są policzone, wyznacza małemu Mordredowi opiekunów: Gundleusa - króla Sylurii, Owaina - czempiona Uthera i naczelnego wodza Dumnonii, Merlina - druida i władcę Awalonii oraz, za namową naczelnej rady, Artura, nieślubnego syna Uthera i Igraine, który wypadł z łask ojca w dniu, w którym zginął Mordred. Mają oni czuwać nad małoletnim królem i strzec dla niego tronu Dumnonii. Gdy Artur przybywa do królestwa, wielu jest pewnych, że ma najlepsze zadatki na ich władcę i siłę, która ma szansę pokonać napierających na Brytów Saksonów. Jest on walecznym, prawym i honorowym człowiekiem o ogromnym miłosierdziu, jednak jak każdy ma swoje słabe punkty. A słabym punktem Artura była Ginewra.

Czytając "Zimowego monarchę" przyglądałam się już bodajże piątej wersji legendy o królu Arturze. Wcześniej zaliczyłam dwa seriale: "Przygody Merlina" oraz znacznie słabszy "Camelot", film z Seanem Connerym "Rycerz króla Artura", a w tym roku produkcję z Charliem Hunnamem "Król Artur: Legenda Miecza". Każdy z tych tekstów kultury pokazał mi coś innego i doszłam do wniosku, że tak naprawdę nic nie wiem na temat króla Artura - moje informacje wzajemnie sobie przeczą, nic nie składa się w jedną spójną całość. Raz Excalibur jest mieczem z kamienia, innym razem Artur dostaje go od Pani Jeziora, a w kolejnej wersji od Merlina. Czasami Artur jest królem, czasami nim nie jest. A wczoraj w dwumiesięczniku "Świat Wiedzy. Historia" przeczytałam, że król Artur najprawdopodobniej wcale nie istniał. Nie da się być mądrym w tej sprawie. Jakie podejście ma do tego Bernard Cornwell? Właściwie podobnie jak ja jest zagubiony jeżeli chodzi o postać króla Artura, natomiast ma sporą wiedzę na temat czasów, w których prawdopodobnie żył. Tak więc "Zimowy monarcha" jest tak naprawdę książką o czasach arturiańskich, wzbogaconą o legendarne przesłanki, gdzie pojawiają się postaci, które z większym lub mniejszym prawdopodobieństwem istniały naprawdę. I ja sama nie nazwałabym tej powieści książką o królu Arturze, ponieważ jest go w niej mniej, niż można się było tego spodziewać. Tytułowy Zimowy Monarcha to Mordred, ale i nie o nim jest ta pozycja. Tak naprawdę książka ma formę wspomnień Derfela Cadarna, podopiecznego Merlina saksońskiego pochodzenia, z czasem wojownika Artura (a to drugie zgadza się ze współczesnymi podaniami), które są przez niego spisywane dla królowej Powys Igraine, zafascynowanej legendami o walecznym Arturze. Więc tak naprawdę przyglądamy się życiu Derfela, który co jakiś czas spotyka na swojej drodze Artura, ale większość książki przebywają oddzielnie, któremu zdarza się rozmyślać o swoim panu i który musi prostować Igraine różne fantastyczne pogłoski, krążące  na jego temat.

Rzecz dzieje się w sześciowiecznej Brytanii podzielonej na królestwa, z których każde ma swojego króla, a pieczę nad wszystkimi sprawuje demokratycznie wybrany Wielki Król Uther Pendragon, władca Dumnonii. Królestwa te walczą między sobą, nawiązują się sojusze, pojawiają się kolejne konflikty, a jednocześnie muszą zmagać się z najadami Saksonów - germańskich ludów, Irlandczyków oraz pochodzących z północy Szkotów. Jednocześnie jest to świat, w którym zderzają się ze sobą wiara celtycka (wisząca na włosku za sprawą Rzymian) z nową wiarą w Jezusa Chrystusa. Oczywiście dla czytelnika bardziej atrakcyjne są wierzenia celtyckie, które w literaturze nie pojawiają się znowu tak często i są przyćmiewane przez mitologię grecką, rzymską czy nordycką. Ta wiara jest nieco bezładna, ale to nie zmienia faktu że bardzo ciekawa, a już w szczególności dla mnie, miłośniczki Szkocji, Szkocji, która mimo zdominowania przez chrześcijaństwo wysp brytyjski, jeszcze przez wieleset lat była ostoją kultów celtyckich. Jest to element książki, który niewątpliwie dodaje jej atrakcyjności. Ale dzięki spojrzeniu na chrześcijaństwo oczami Celtów, także o naszej wierze możemy dowiedzieć się kilku interesujących rzeczy.

Niezmiernie mnie cieszy, że do książki została dołączona lista pojawiających się w niej postaci, w którą zawsze można było spojrzeć w razie wątpliwości. Korzystałam z niej niejednokrotnie, szczególnie na początku, gdyż na kartach powieści pojawia się znacznie więcej postaci niż laik mógł poznać za sprawą legend o królu Arturze. Obok spisu postaci pojawia się także lista miejsc wykorzystanych w "Zimowym monarsze", gdyż w powieści używane są nazwy celtyckie, bądź wymyślone przez autora, które niewiele nam mówią o ich położeniu. Do pełni szczęścia brakuje mi tylko mapki z choćby przybliżonym podziałem królestw znajdujących się w Brytanii. Same nazwy tych królestw i informacje które pojawiły się na przestrzeni książki moim zdaniem nie wystarczają do pełnego wyobrażenia sobie podziału wyspy. Nie pozostawało nic innego, jak szukać grafik w internecie, a nawet Google nie znalazło wszystkich tych królestw, o których było mowa w "Zimowym monarsze" na jednej mapie.

Uważam, że jest to książka bardzo ciekawa pod względem konstrukcyjnym. Składa się z pięciu części, idealnych aby każdą z nich przeczytać innego dnia, gdyż mają niewiele ponad sto stron i chyba mogę zaryzykować stwierdzeniem, że jest to tak jakby pięć opowiadań, które oczywiście tworzą jedną całość, ale w pewien sposób są odrębne. Każdą rozpoczyna kilka stron rozmowy Derfela z Igraine, która płynnie przechodzi we wspomnienia mężczyzny z czasów kiedy był wojownikiem Artura. Ponadto "Zimowy monarcha" jest bardzo dobrze napisaną książką. Jak głosi rekomendacja mistrza George'a R.R. Martina z okładki: "W książkach Cornwella historia ożywa". Bernard Cornwell pisze bardzo obrazowo, czasami do tego stopnia, że ma się wrażenie, że uczestniczy się w opisywanych tu potyczkach. Właśnie dzięki Martinowi i Cornwellowi z pełnym zaangażowaniem czytam sceny batalistyczne, a nie przelatuję tylko wzrokiem - jak miałam to w zwyczaju do tej pory. W związku z powyższym można by sądzić, że jest to pozycja niemal idealna. Jednak rozczarowała mnie ona w dwóch kwestiach. O braku mapki już pisałam. Druga kwestia dotyczy tego, że spodziewałam się otrzymać powieść historyczną, w której król Artur jest główną postacią, a nie postacią pojawiającą się przy okazji. Podsumowałam każdą z tych pięciu części, z których składa się "Zimowy monarcha", przeanalizowałam je i doszłam do wniosku, że Artur wybija się zaledwie w 2/5 książki, co przecież nie stanowi nawet połowy. Nie mniej polecam tę książkę, bo jest bardzo ciekawa i daje możliwość spojrzenia na historię Artura z innej strony.

PS: Nie zabrakło w "Zimowym monarsze" legendarnego Merlina, chociaż prawdę mówiąc może i go zabrakło... Właśnie tak oto tajemniczo zakończę moja rozważania na temat książki Bernarda Cornwella.



ZIMOWY MONARCHA
"The Winter King: A Novel of Arthur"
Bernard Cornwell
Data wydania: 22 maja 2017 roku
Wydawnictwo: Otwarte
Ilość stron: 608

MOJA OCENA: 7/10
PRZECZYTAŁAM: 30 sierpnia 2017 roku


Recenzja do przeczytania również tutaj: lubimyczytac.pl
Zachęcam do dawania plusików, jeśli podobała Wam się moja opinia o książce.

12 komentarzy:

  1. Czytałam, bardzo mi się podobał Zimowy monarcha :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to najważniejsze :D Mi też się podobał (jakby ktoś miał wątpliwości, bo ta końcówka wyszła mi taka słodko-gorzka)

      Usuń
  2. Czytałam i bardzo mi się podobała ta książka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz jak reszta części? Bo ja oczywiście planuję przeczytać, ale chyba ich nie kupię - będę polegać na bibliotece

      Usuń
  3. Zapowiada się ciekawie. W wolnym czasie rozejrzę się za nią.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam, jeśli odpowiadają Ci te klimaty. Wydawnictwo Otwarte wznowiło Trylogię Arturiańską. To jest bodajże trzecie wydanie, także wydaje mi się, że książki powinny być łatwo dostępne w bibliotekach

      Usuń
  4. Mnie w ogóle nie kręcą tamte czasy i ten klimat więc zdecydowanie podziękuję. Nawet Przygody Merlina były dla mnie udręką więc obawiam się, że po prostu bym nie wytrwała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak właśnie zdałam sobie sprawę z tego, że ostatnich kilka recenzowanych książek było w takim klimacie, który nie mógł Ci podejść. Chciałabym powiedzieć, że się poprawię, ale chyba nie mogę :<
      Jak to "Przygody Merlina" były dla Ciebie udręką? O nie! To jest serial mojego dzieciństwa!

      Usuń
  5. To kompletnie nie w moim stylu, a jednak w odmętach mojej głowy kryje się myśl "Czyż nie pięknie wyglądałaby na półce nad biurkiem, akurat zmieściłaby się obok innych pozycji". Zabije się kiedyś za to c:

    https://miedzynamiksiazkami.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skoro jesteś Mroczną Druidką to śmiem twierdzić, że coś byś znalazła dla siebie w tej książce.
      Mam podobne myślenie za każdym razem, gdy jestem w księgarni.

      Usuń
  6. Bardzo sympatycznie wspominam przygodę z "Zimowym monarchą", odpowiadał mi przyjemny, gawędziarski i zachęcający do przeżywania przygody czytelniczej styl narracji, opowieści owiane nutami tajemnic i legend, wypowiadane przez naocznego świadka zdarzeń. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie zaprzeczam, narracja była bardzo przyjemna i rzeczywiście "historia ożywała", ale i tak jestem trochę rozczarowana tym, jak mało było tu Artura.
      No cóż... Jestem już na to przygotowana, więc nie będzie niespodzianki przy kolejnych tomach trylogii

      Usuń