sobota, 15 lipca 2017

Osobne łóżka - LaVyrle Spencer


Któż nie kocha historii o Kopciuszku? Biedne dziewczę, którego nikt nie kocha, o które nikt nie dba, dostaje szansę od losu i zakochuje się z wzajemnością w przystojnym królewiczu. Ich droga do szczęśliwego zakończenia jest długa i burzliwa, okraszona intrygami osób, które nie życzą im dobrze. Ale jest... pantofelek pasuje na stopę Kopciuszka i można już spokojnie powiedzieć, że kochankowie będą żyli długo i szczęśliwie. Która z nas nie chciałaby przeżyć takiej historii? Doświadczyć takiej miłości? Przytrafiła się ona Catherine Anderson, bohaterce książki LaVyrle Spencer "Osobne łóżka", mimo że dziewczyna wcale tego nie chciała...


"Catherine Anderson wiedziała o Clayu Forresterze tylko tyle, jak się nazywa". Niewiele, ale dobre i to zważywszy, że ta krótka, przelotna znajomość zakończyła się ciążą dziewiętnastoletniej dziewczyny. Mimo wszystko Catherine naprawdę niczego nie oczekuje od Claya. Planuje w końcu uwolnić się od swojej toksycznej rodziny i zamieszkać w ośrodku dla młodych, samotnych ciężarnych kobiet, kontynuować studia i skromnie, bo skromnie, ale samodzielnie wychować dziecko w miłości, której sama nie doświadczyła od rodziców. Jednak pan Anderson, gdy dowiaduje się, że Forresterowie to poważana i bardzo zamożna rodzina, widzi w brzemienności swojej córki szansę na łatwe i duże pieniądze. Catherine zostaje wmanewrowana w bardzo niezręczną sytuację - musi jeszcze raz spojrzeć w oczy człowiekowi, którego miała już nigdy  nie spotkać. 

Jak dotąd LaVyrle Spencer mnie nie zawiodła. O autorce tej mówi się, że jest wielką gwiazdą literatury kobiecej. I jeżeli patrzy się na takie jej książki jak "Powój" czy "Koliberek" to nie ma się najmniejszych wątpliwości co do słuszności tego stwierdzenia. Pani Spencer oczarowała mnie przepełnionymi emocjami historiami, wyrazistymi, sympatycznymi postaciami lub tymi mniej sympatycznymi, ale pełnymi charakteru. Jednak autorka skradła moje serce przede wszystkim tym, że jej książki nie są zwykłymi romansami jakich wiele, tylko pięknymi, wzruszającymi historiami o miłości. Jak to się stało, że trafiłam na "Osobne łóżka"? Poszukiwałam książki, która realizowałaby temat małżeństwa aranżowanego, wymuszonego bądź też zawartego z rozsądku. Oczywiście, otrzymałam całą masę wyników, ale moje zaufanie do autorki, a także przeświadczenie, że chyba było mi to nawet polecane, zadecydowało, że przeczytałam właśnie "Osobne łóżka". Jak było? Nie do końca tego było mi potrzeba. Moje apetyty nie zostały zaspokojone tą lekturą. W dodatku, co przyznaję z ogromnym smutkiem, niezawodna LaVyrle Spencer po raz pierwszy okazała się być zawodna.

Wspomniałam dwie powieści tej autorki: "Powój" i "Koliberek". Obie są osadzone w przeszłości. W przypadku pierwszej jest to w przybliżeniu czas drugiej wojny światowej, natomiast druga dzieje się jeszcze wcześniej. Odczuwa się w nich specyficzny klimat, który jest wynikiem tego, że LaVyrle Spencer zadbała o to, żeby i miejsce akcji było piękne. Trudno powiedzieć, że "Osobne łóżka" dzieją się współcześnie, ponieważ książka liczy już sobie trzydzieści dwa lata, ale z całą pewnością nie jest romansem historycznym, tak jak wcześniej wymienione tytuły. I może w tym tkwi cały szkopuł? Może książka zachwyciłaby mnie, gdyby działa się równolegle do "Powoju''Historia Catherine i Clay'a miała jakiś potencjał, chociaż nie ma się co oszukiwać, nie jest ona zbyt wymyślna. Podczas lektury kilkakrotnie miałam wrażenie, że czytam harlequina, ale takiego przedziwnego harlequina, który ma płaski wątek romantyczny, ale za to pełnych, bogatych bohaterów i całkiem niezłe wątki dodatkowe. Moje pierwsze podejrzenie: "Osobne łóżka" są debiutem autorki, bądź jedną z jej pierwszych książek, ale nie, powstały mniej więcej w połowie kariery LaVyrle Spencer. Było jeszcze coś, co mi się nie podobało, chociaż nie mogę tego nazwać zarzutem w kierunku autorki, ponieważ to nie jej wina, że czas płynie i wiele rzeczy się zmienia, ale "Osobne łóżka" niestety trącają myszką.

Trzeba jednak przyznać, że jest to zajmująca książka, wzbudza zainteresowanie, przykuwa do siebie. Jako niezobowiązująca czytanka z pewnością się sprawdza. Ale czy to nie za mało? Po LaVyrle Spencer można było oczekiwać czegoś więcej niż tylko tego, że jej książka się sprawdza. Sytuację ratują bohaterowie, którzy, jak już wspominałam, są nieco pełniejsi i głębsi niż wiążący ich wątek romantyczny. Szczególnie to widać w przypadku Catherine - dziewczyna niejedno już przeżyła i jest spragniona miłości, dla której mogłaby się zapomnieć, której mogłaby zaufać, a jedyną szansę na takie uczucie widzi w swoim macierzyństwie. Clay to ktoś więcej niż dzieciak z dobrego domu, który ma środki do tego, by coś w życiu osiągnąć. Walczą w nim: porządny, empatyczny facet, który ma zrozumienie dla Catherine, jej obaw i uczuć oraz mężczyzna, który ma swoje potrzeby i oczekiwania i który też chce być rozumiany. Godne uwagi są też koleżanki Catherine z ośrodka dla samotnych ciężarnych kobiet. Trochę żałuję, że ten wątek nie został bardziej rozwinięty, gdyż miał on potencjał na taką delikatnie sensacyjną historię.

PS: Błagam, nie wspominajcie nic o statkach zawijających do portu.

Miałyście już do czynienia z LaVyrle Spencer?
Wspominacie Wasze zawody autorkami, które wydawały się niezawodne?

OSOBNE ŁÓŻKA
"Separate beds"
LaVyrle Spencer
Data wydania: 2006 rok
Wydawnictwo: Książnica
Liczba stron: 364

MOJA OCENA: 5/10
PRZECZYTAŁAM: 10 lipca 2017 roku

Recenzja do przeczytania także tutaj: lubimyczytac.pl
Zachęcam do dawania plusików, jeśli podobała Wam się moja opinia o książce.

6 komentarzy:

  1. Przykro mi, że zawiodłaś się na niezawodnym. :( To bardzo smutne, kiedy lubimy jakiegoś autora, a jego kolejne książki nie są nam nie w smak tylko po prostu wydają się być zbyt słabe. Bez wątpienia i mnie się to zdarzyło, choć teraz nie mogę przypomnieć sobie konkretnych przykładów. O wiem, na przykład przepadam za książkami Remigiusza Mroza, część z nich naprawdę uwielbiam, ale Ekspozycja była dla mnie tragicznym przegięciem i wielkim rozczarowaniem. Rozczarowanie i cóż. Ale nie martw się, może to tak jak z Ekspozycją - po prostu wyjątek potwierdzający regułę. ;) Następna będzie lepsza!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za wsparcie :D Zawsze mogę liczyć na dobre słowo od Ciebie.
      Nie czytałam zbyt wiele Mroza do tej pory. Zaledwie jedną książkę i to jeszcze podobno tą, która nie przypomina mrozowych książek, ale podobała mi się :D Przykro mi, że zawiodłaś się "Ekspozycją". Ale masz rację: przecież wyjątki potwierdzają regułę! Mam nadzieję, że Mróz wyciągnie z szuflady mnóstwo świetnych książek specjalnie dla Ciebie.
      Dzięki! Buziaki!

      Usuń
  2. Nie jestem fanką literatury kobiecej i na co dzień jej nie czytam, choć był czas, że mile czytało mi się podobne pozycję. Wydaje mi się, że nie jest to pozycja dla mnie na ten czas. Moze kiedyś, kiedy dojrzeję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odwiedzając Twojego bloga zorientowałam się, że pewnie mój blog nie za bardzo pomoże Ci w odnajdywaniu nowych tytułów do czytania. Ale zdarza mi się czasami czytać coś innego niż romanse.

      Usuń
  3. Jeszcze nie miałam chyba okazji przeczytać książki tej autorki, zwrócę uwagę na jej twórczość, bo czasem takich właśnie lektur poszukuję, ale niekoniecznie zacznę od tej książki. :)
    Bookendorfina

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, od tej książki nie polecam zaczynać. Ale od tych, o których wspominałam jak najbardziej: "Powój" i "Koliberek"

      Usuń