poniedziałek, 10 lipca 2017

November 9 - Colleen Hoover


Zdecydowanie łatwiej było zaistnieć autorkom New Adult, gdy gatunek ten zaczynał dopiero raczkować. Bez najmniejszego problemu jestem w stanie wyliczyć kilka pierwszych książek, które przeczytałam na fali powieści o młodych dorosłych, gdyż one najbardziej zapadły mi w pamięć. Czasami wspominam sobie takie pozycje jak: "Zaczekaj na mnie" J. Lynn, "Morze spokoju" Katji Millay czy "Tak blisko" Tammary Webber i myślę sobie: to były czasy New Adult... Colleen Hoover również zaistniała w tym gatunku dość szybko i co więcej nadal ma się świetnie. Jej książki do tej pory są wyznacznikiem świetnego poziomu, przejmującej historii oraz łatwości w zapadaniu w pamięć. Dlatego czytelnik nie ma wątpliwości, że czeka go naprawdę dobra lektura.


Każdy ma taki dzień, który wolałby wymazać z kalendarza. Dla Fallon jest to 9 listopada, ponieważ właśnie wtedy utraciła szansę na realizację swoich marzeń, wszelkie plany na przyszłość oraz pewność siebie. A pomyśleć, że gdyby akurat 9 listopada nie postanowiła zostać w domu ojca, wszystko to nadal by istniało. Tego właśnie dnia wybuchł pożar w rezydencji ojca Fallon, z którego dziewczyna wyszła z poparzeniami czwartego stopnia, złamanym duchem i marnymi szansami na kontynuowanie swojej aktorskiej kariery. Ale 9 listopada jest to też dzień, w którym nawiązała najbardziej zdumiewającą znajomość w swoim życiu. Tego dnia poznała Bena, który bez zastanowienia wsparł ją w jej kłótni z ojcem, a potem stał się jej bliższy niż własna skóra. Jednak ich znajomość nie ma przyszłości, ponieważ Fallon za kilka godzin wyjeżdża na drugi koniec kraju. Chyba że... Chyba że mogli by się spotykać co roku 9 listopada i nadać tej dacie zupełnie nowe znaczenie...

Colleen Hoover znam i bardzo sobie cenię jej twórczość. Przygodę z autorką zaczęłam bardzo dawno temu, gdy jeszcze mogłam nazwać siebie młodą dziewczyną, a książką było oczywiście niezwykle emocjonujące i wzruszające "Hopeless". Po drodze do "November 9" zapoznałam się także z "Pułapką uczuć", którą na dobrą sprawę najsłabiej pamiętam ze wszystkich książek Colleen Hoover; "Maybe Someday" jedną z moich największych książkowych miłości, "Ugly love" oraz "Never, never", które autorka stworzyła wraz z Tarryn Fisher. Mimo moich bardzo pozytywnych uczuć względem tej pisarki, miałam spore obawy przed lekturą jej świeżynek, czyli omawianego "November 9" oraz "Confess". Oczywiście obawy były bzdurne i nie pozostaje mi nic innego, jak popukać się następnym razem w czółko. Colleen Hoover ponownie pokazała nam, że potrafi zręcznie pisać piękne, wzruszające książki, które aż kipią od uczuć, ale nic w nich nie jest oczywiste, my co prawda przeczuwamy, że lada chwila autorka skomplikuje relacje między głównymi bohaterami, ale nie mamy pojęcia, że aż tak bardzo to w nas uderzy. Jeżeli istnieją autorki, które nigdy nie zawodzą (a uważam, że istnieją), to Colleen Hoover z pewnością do nich należy, co do tego nie mam żadnych wątpliwości.

Nie wątpię, że znajdzie się wiele głosów, które powiedzą, że jest to romans, a w związku z czym, nie jest to nic odkrywczego, że romans w pewnym sensie nie jest w stanie nikogo zaskoczyć, ponieważ niemal zawsze kończy się happy endem, wszyscy żyją długo i szczęśliwie, mają gromadkę dzieci i żadnych problemów, oczywiście rozumieją się bez słów i nic nie jest w stanie ich poróżnić. Ale ja Wam powiem, że "November 9" to jest coś odkrywczego. Książka z pewnością nie poddaje się żadnym schematom, jest bardzo oryginalnie zbudowana, oprócz tego konkretna, autorka umiejętnie łączy wątki i potrafi zaskoczyć czytelnika. Czy ta historia mogłaby się wydarzyć w prawdziwym życiu? Nie wiem. Ale zdaję sobie sprawę, że wiele osób wiedzie zdecydowanie ciekawsze i bardziej emocjonujące życie niż ja, czyli przeciętny, szary człowiek, więc... czemu nie? Co prawda nie wszystkie aspekty tej historii mi się podobają i wydają możliwe, ale jak mówię, jestem tylko szarym człowiekiem, więc nie sądzę, bym ja mogła pozwolić sobie na taką swobodę z chłopakiem, którego znam zaledwie kilka godzin, ale to nie znaczy, że takich ludzi nie ma. 

Bohaterowie, no jak to bohaterowie książek z gatunku New Adult walczą ze swoimi demonami. Doskonale wiemy, co gnębi Fallon. Blizny, które pozostały na jej ciele po pożarze, uniemożliwiają jej kontynuowanie grania w serialu dla młodzieży, straciła szansę na realizowanie swoich pasji. Nikt tak naprawdę nie jest w stanie zrozumieć, co ona teraz czuje. Ludzie, którzy ją otaczają, zdają się ją wspierać, współczuć jej, ale nie umieją jej pocieszyć. Przez gruby mur przebija się dopiero człowiek, który ma do niej zupełnie inne podejście. Jak łatwo się domyślić, jest to Ben. O nim wiemy zaledwie tyle, że jest początkującym pisarzem ze świetnym poczuciem humoru. Nikt nie spodziewa się, że on też potrzebuje pocieszenia i przebaczenia. No właśnie. Jest to książka o walce z samym sobą, z brakiem pewności siebie, mówi o tym, że nie powinno nas demotywować to jak wyglądamy, że powinniśmy przeć do przodu i starać się chwytać życie pełnymi garściami. Mówi też o przebaczeniu, o tym że ludzie popełniają błędy, które potrafią głęboko skrzywdzić innych, ale to nie znaczy, że było to ich zamiarem i że należy ich z tego powodu przekreślić.

"November 9" chwyta za serce i cóż tu więcej mówić. Serdecznie polecam wszystkim fanom Colleen Hoover - ta książka z pewnością Was nie rozczaruje. Serdecznie polecam wszystkim tym, którzy nie mieli jeszcze przyjemności poznać autorki - możecie bardzo szybko zyskać nowego przyjaciela.

A jak u Was wygląda przygoda z Colleen Hoover?
Miałyście już przyjemność poznać "November 9"?
Podzielcie się swoimi wrażeniami, spostrzeżeniami!

NOVEMBER 9
"November 9"
Colleen Hoover
Data wydania: 9 listopada 2016 roku
Wydawnictwo: Otwarte
Ilość stron: 320

MOJA OCENA: 8/10
PRZECZYTAŁAM: 3 lipca 2017 roku

Recenzja do przeczytania również tutaj: lubimyczytac.pl

16 komentarzy:

  1. Nie wiem dlaczego, ale jakoś nie mogę się przekonać do tej autorki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też tak mam z niektórymi autorami czy książkami. Nie zawsze, ale często potem zastanawiam się, dlaczego się obawiałam, albo nie byłam przekonana... Bywa. Mam nadzieję, że jednak uda Ci się przeczytać coś pani Hoover :D

      Usuń
  2. Bardzo podobała mi się ta historia ale nie tak jak "Too Late", czekam aż pojawi się u nas jej polskie wydanie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie znam "Too Late", ale zaciekawiłaś mnie i zajrzałam na lubimyczytać, by się przekonać, co to... Teraz ja również czekam na polskie wydanie. Wiadomo coś więcej na ten temat?

      Usuń
  3. Chyba nawet kiedyś już Ci pisałam, że po "Ugly love" moja miłość do pani Hoover jest mocno ograniczona. :D Ale postanowiłam, że dam jej jeszcze jedną szansę i teraz przez Ciebie się waham czy będzie to "Maybe someday" czy "November 9". :D Zawsze umiesz mnie przekonać no!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ba :D Ma się ten talent :D "Ugly love" zachwycam się nieco mniej niż innymi książkami tej autorki, ale raczej nie ma tu mowy o ograniczaniu miłości...
      Czytaj "Maybe someday" - tego jestem bardziej pewna niż "November 9"

      Usuń
  4. Uwielbiam tę książkę. Ben całkowicie podbił moje serducho, zresztą jak każdy chłopak wykreowany przez Colleen. Poza słabym "Ugly love" autorka nigdy mnie nie zawiodła, no może pomijając zakończenie "Never never", które było fatalne. Ogółem pokochałam to, że w końcu w literaturze new adult główna bohaterka nie została przedstawiona jako ideał. Fallon ma swoje wady oraz niewątpliwie ma skazy w wyglądzie, a mimo to nadal jest cudowna i lubię ją dużo bardziej niż te "idealne" postaci :)

    Książkowy Zakątek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, mi zakończenie "Never never" też niekoniecznie się podobało. Myślę, że tych bohaterek z wadami było już kilka (jak na złość sobie nie mogę przypomnieć konkretów), ale Fallon była pierwsza taka wyrazista. Masz rację, przyjemniej czyta się o takich dziewczynach.

      Usuń
  5. Ja nie do końca odnajduję się w takich klimatach, wolę inne gatunki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No wiadomo, nie każdemu pasuje romans czy jego odłamy.

      Usuń
  6. Hoover tworzy ciekawe historie, ale przyznam szczerze, że nie udało się jej jeszcze mnie zachwycić, chociaż miała trzy szanse, więc nie wiem, czy dam jej kolejną...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O kurcze. A co czytałaś? Przyznasz się?
      Szkoda, że nie udało mi się Ciebie namówić. Może innym razem.

      Usuń
  7. Czytałam, lubię, bardzo mi się podobała ;) Może nie tak bardzo jak "Maybe someday" (czuję, że też uwielbiasz Ridge'a :D ), ale była naprawdę w porządku. Nie mogę się doczekać, aż sięgnę po "Confess".
    PS. "Morze spokoju" jest świetne!;)

    Pozdrawiam ciepło,
    Paulina z naksiazki.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz co, tak sobie czytam Twój komentarz i myślę sobie, że to są dokładnie moje odczucia. No ba, że uwielbiam Ridge'a. Ja dla tego faceta chciałam się uczyć migać.
      No ja też mam w swoich najbliższych planach "Confess", ale mam jeszcze kilka książek do przeczytania w międzyczasie.

      Usuń
  8. Ta książka jest świetna :D Zresztą jak każda tej autorki ^^

    zabookowanyswiatpauli.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja każdej książki Colleen Hoover świetną nie nazywam, ale "November 9 " jak najbardziej na to zasługuje :D

      Usuń