środa, 12 lipca 2017

MMA Fighter. Walka - Vi Keeland


W związku z tym, że moje recenzje trafiają głównie do pań, pozwolę sobię: MMA, Mixed Martial Arts, Mieszane Sztuki Walki - tak, musiałam to sobie wygooglować - jest to dyscyplina sportowa, w której zawodnicy różnych sportów walki (czy też sztuk) zmierzają się ze sobą, wykorzystując duży zakres dozwolonych technik, przy czym nie można używać broni. Za to bardzo mile widziane są rzuty, kopnięcia, dźwignie czy nawet duszenie. O wyniku walki decyduje nokaut. Jak widać totalnie nie znam się na tym brutalnym sporcie i zupełnie nie mam pojęcia, co ja tutaj przed chwilą napisałam. Zdecydowanie wolę przyglądać się, jak dwudziestu dwóch facetów biega po trawie za piłką, albo jak każą pięćdziesięciu wychudzonym biedakom skakać zimą na nartach. W związku z tym zupełnie nie mam pojęcia, co mną kierowało, gdy zabierałam się za książkę: "MMA Fighter: Walka" Vi Keeland.


Elle jest młodą, ale pełną werwy i świetnych pomysłów prawniczką. Jej znakiem rozpoznawczym jest to, że zawsze i wszędzie się spóźnia, ale za to chętnie zostaje w pracy po godzinach. Aż dziw, że spotyka się z mężczyzną, który na każde spotkanie przychodzi co najmniej piętnaście minut wcześniej. Można podsumować, że życie Elle jest raczej spokojne, monotonne, a wręcz trochę wieje w nim nudą. Pewnego dnia jej gabinet odwiedza światowej sławy zawodnik MMA Nico Hunter. Sportowiec potrzebuje pomocy prawniczej w związku z podpisaną przez niego umową reklamową. Elle czuje wyładowania elektrostatyczne, które pojawiają się między nimi, od kiedy tylko Nico przekroczył próg jej gabinetu. Zdaje sobie sprawę z tego, że nigdy wcześniej nie czuła czegoś takiego przy Williamie, że Nico jest jej szansą na rozwianie życiowej nudy. A ona dla niego szansą na pokonanie wewnętrznych demonów, blokujących od dawna jego zawodową karierę.

Vi Keeland jest mi autorką znaną. Kilka miesięcy temu zdarzyło mi się popełnić "Gracza", który jest samodzielną książką, nienależącą do żadnej serii pisarki. Jak widać po tytułach, Keeland jest miłośniczką sportu i z wielką chęcią czyni swoich męskich bohaterów sportowcami. Tematycznie jest mi bliżej do "Gracza" niż do "MMA Fightera". Nie da się ukryć, że futboliści przewinęli się już przez niezliczenie wiele książek i śmiało mogę przyznać, że wiele się z nich dowiedziałam na temat futbolu amerykańskiego. Z moich obserwacji wynika, że teraz nadeszła era bokserów i innych brutalnych, napakowanych byczków. Będę musiała się przyzwyczaić do podbitych oczu, ochraniaczy na zęby i specyficznej atmosfery panującej na ringu. Ale mogę się z tym pogodzić, bo z zaskakującą łatwością udało mi się przeczytać "Walkę". "MMA Fighter. Walka" nie jest może książką najwyższych lotów, ale nie mogę odmówić jej tego, że wciąga czytelnika w swoją historię i jest odpowiednia na letni, wieczorny relaks. Jednak uważam, że blurb tej książki jest nad wyraz krzykliwy, bowiem nie poczułam w sobie "rozkosznego dreszczyku emocji" czy też "nutki szaleństwa".

Trzeba określić tę pozycję jako literaturę erotyczną / romans erotyczny, gdyż sceny łóżkowe odgrywają między bohaterami dużą, o ile nie kluczową rolę. Ale muszę przyznać, że nie jest to męczący seks, który dodawałby książce ciężkości. Co prawda zdarzyło mi się kilka razy wywrócić oczami, ale zawsze miałam wtedy uśmiech na twarzy, a w głowie myśl: "O rany, ci to mają apetyt i wigor".  No cóż. Bohaterowie potrzebowali najwyższego stopnia bliskości między sobą, by móc leczyć swoje poranione dusze. Oboje, w swoim mniemaniu, mają sumienia obciążone najpoważniejszymi winami. I co jest w pewnym sensie paradoksem - nie widzą przebaczenia dla siebie, ale niosą je dla tej drugiej osoby. Nico Hunter "Pogromca kobiet" (jakkolwiek beznadziejnie to brzmi), mimo że budzi największy postrach wśród kolegów po fachu, jest człowiekiem naprawdę miłym i... słodkim. Przede wszystkim miał bardzo dobre serce i był skory do pomocy słabszym i niewinnym. Najprawdopodobniej za jakiś czas zapomnę o jego istnieniu, ale na chwilę obecną ma moją sympatię. W przeciwieństwie do Elle, która w żaden sposób nie ujęła mojego serca akurat w tej części (ale nie ubiegajmy faktów), ale nie mam jej też nic specjalnego do zarzucenia.

Jeżeli ktoś obawia się, że napotka w tej książce trójkąt, to mogą uspokoić, że bardzo trudno nazwać sytuację z "Walki" trójkątem miłosnym. Vi Keeland nie pozostawia złudzeń co do związku Elle i Williama, także nie ma się co do faceta przyzwyczajać. Nie powiem "polecam", nie powiem "zachęcam", ale powiem, że jeżeli Wam się nudzi, a macie ochotę na romans, kilka pikantnych scen, fajnego faceta z niezłym ciałem i gotowi jesteście zmierzyć się z nieco cięższymi nutkami, które związane są z przeszłością bohaterów, to gratuluję, jest to książka dla Was.

Jak odnajdujecie się w świecie mieszanych sztuk walki?
Czytałyście już "MMA Fighter"? A może inne książki Vi Keeland?

MMA FIGHTER. WALKA
"Worth the Fight"
Vi Keeland
Data wydania: 24 marca 2017 roku
Wydawnictwo: Kobiece
Ilość stron: 342

MOJA OCENA: 6/10
PRZECZYTAŁAM: 6 lipca 2017 roku

Recenzja do przeczytania również tutaj: lubimyczytac.pl
Zachęcam do dawania plusików, jeśli podobała Wam się moja opinia o książce.

16 komentarzy:

  1. Nie jestem stałą czytelniczką literatury kobiecej, jednak do tej pozycji głownie zachęcają mnie sceny łóżkowe, gdyż wydaje mi się, że dojrzałam już do dawnego dla mnie tematu tabu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No proszę. Pierwszy raz się spotykam z uwagą, że do książki zachęciły kogoś sceny łóżkowe. Ostatnio jest to raczej aspekt odstraszający od lektury.
      Jeżeli był to dla Ciebie dotychczas temat tabu, to może zacząć od czegoś lepszego niż "MMA Fighter"?

      Usuń
  2. W wolniejsze chwili, podczas wakacji, z przyjemnością sięgnę po książkę. :)
    Bookendorfina

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, wiedzę, że przekonałam. Trochę jestem w szoku, szczerze mówiąc :D Ale fajnie, fajnie

      Usuń
    2. Czasem tego właśnie nam potrzeba, czegoś co pozwoli odwrócić myśli od problemów, a jednocześnie nie wymaga mocnego skupienia. :)

      Usuń
    3. No pewnie :D W takim razie powodzenia i co złego to nie ja :D

      Usuń
  3. Ostatnio zaczęłam czytać książkę tej oto autorki pt. "Gracz". Niestety trochę mnie ona znudziła i pierwszy raz w życiu odłożyłam książkę nie czytając nawet do połowy. :/ Nie wiem,więc czy sięgać po inne pozycje tej autorki?
    Zostaję tutaj na dłużej. :)
    Pozdrawiam,
    milowebooks.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, wydaje mi się, ze "Gracz" jest ciekawszy, więc jeżeli masz co do niego wątpliwości, to bym się nie brała za "MMA Fightera". Na blogu miała się pojawić recenzja drugiej części, ale cos nie mam weny póki co... Zresztą coś mi się wydaje, że jutro będę się wyżywać na książce, którą dzisiaj przeczytałam :) a więc post o "MMA Fighter. Szansa" się przesunie w czasie.
      Bardzo mi miło, że zostajesz :)

      Usuń
  4. No nie, to nie jest książka dla mnie. Erotyki w ogóle mnie nie przekonują, nie moje klimaty, a już nie najlepiej oceniane to w ogóle nie moja bajka!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mi się wydaje, że to nie dla Ciebie. Erotyki - wiadomo, nie każdy je lubi. Także rozumiem :)

      Usuń
  5. Dziś trudno jest trafić na dobry erotyk, - obecnie dużo autorów próbuje naśladować Grey'a...a nie każdemu to wychodzi. :)
    Ostatnio bardzo kusiła mnie ta książka, jednak z tego co widzę - jeszcze zastanowię się nad jej kupnem.
    Na razie będę szukać coś ciekawszego :)
    Pozdrawiam,
    https://time-of-books.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, trudno o dobry erotyk. Ja akurat w tej książce erotyku nie szukałam, a fajnej historii o miłości, erotyk sam się napatoczył, że tak powiem.
      Jeżeli chodzi o erotyk, to cały czas jestem pod wrażeniem "Dotyku ciemności" - możesz przeczytać recenzję na moim blogu. Niby tak jak Grey porusza tematykę BDSM, ale robi to o wiele lepiej. Zresztą zachwalałam w recenzji specyficzną atmosferę. Ta książka ma kropkę nad i w przeciwieństwie do wielu innych z gatunku.

      Usuń
  6. Chyba dam szansę! :D
    A co tam - można zaryzykować, szczególnie że widać, iż powieść aż kipi od emocji ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widać? Widać? Gdzie widać?
      Ja to napisałam? O matko.

      Usuń
    2. Coś lekkiego, coś na wieczór - to widać. Od mojej kumpelki natomiast usłyszałam, że w sumie to warto, bo kipi od emocji :D
      Więc zamówiłam. Mam u siebie całą trylogię i zobaczymy, co z tego wyniknie :)

      Usuń
    3. Muszę przeczytać trzecią część... Ale kiedy? Nie mogę się spod podręczników wygrzebać.

      Usuń