środa, 28 czerwca 2017

Niebo Montany - Nora Roberts

Czy też czasami macie takie uczucie, że wszystkie znaki na niebie i ziemi dają Wam znać, że dana książka jest Wam przeznaczona? Ja miałam takie wrażenie, gdy przeczytałam opis "Nieba Montany" Nory Roberts. Niesamowity krajobraz Montany, kowbojskie życie od podszewki, miłość do zwierząt, szacunek do ziemi, wątek sensacyjny przeplatający się z romansem do sześcianu - czego więcej może pragnąć moje serce? W dodatku autorka, która swoim nazwiskiem na okładce zapewnia doskonałą lekturę, ciekawą fabułę, uczucia targające czytelnikami, trzymającą w napięciu sensację oraz namiętny wątek romantyczny. Czy Nora Roberts kiedykolwiek zawodzi? No na pewno nie tym razem.



Jack Mercy, jeden z największych ranczerów Montany, nigdy nie cieszył się dużą sympatią ludzi, był sukinsynem za życia i po śmierci. Nie udało mu się doczekać syna, więc został zmuszony przepisać ranczo Mercy na trzy swoje córki: Willę, Tessę i Lily. Kobiety nie widziały się nigdy przed pogrzebem. Urodziły je trzy różne matki, a Jack nigdy nie dbał o zacieśnianie więzów rodzinnych. Jedynie Willa, półkrwi Indianka, wychowała się na ranczu Mercy'ego i zna kowbojskie życie, ale nawet jej nie udało się doświadczyć ojcowskiej miłości. Tessa jest najstarszą siostrą, przyzwyczajoną do wielkomiejskiego życia, dostatku i luksusu. Natomiast środkowa Lily to kobieta po przejściach, skrzywdzona i nieufna - przez cały kraj ucieka przed swoim eksmężem. Jack Mercy postanowił sprawić córkom psikusa i zastrzec w testamencie, że przez rok wszystkie trzy muszą mieszkać na ranczu, w przeciwnym wypadku miało ono pójść w ręce towarzystwa charytatywnego. Przez ten czas pieczę nad ranczem będą sprawować sąsiedzi Ben McKinnon oraz Nate Torrence. Niedługo po pogrzebie Mercy'ego, ktoś z zimną krwią zaczyna zarzynać bydło.

Jestem zauroczona scenerią tej książki. Chociaż prawdopodobnie wyobrażałam sobie krajobraz Montany tak jak nie powinnam. Przed oczami miałam obraz taki, jaki pokazują nam westerny, czyli spieczona od słońca ziemia, na której nie doświadczysz zieleni, kulki suchej trawy gnane przez wiatr, tumany kurzu i pyłu unoszące się nad udeptanymi drogami. Dopiero w trakcie lektury sprawdziłam, gdzie tak dokładnie leży Montana i byłam wielce zaskoczona, że aż tak daleko na północy. Szybko wygooglałam sobie zdjęcia z tego stanu i byłam w szoku, ile tam zieleni. Dobrze, że książka jest podzielona na cztery pory roku, a ja swojego odkrycia dokonałam dość wcześnie, czyli jesienią, a więc przez zimę mogłam sobie spokojnie skorygować obraz Montany. Jednak pomyłka i zaburzone wyobrażenie nie zmieniły mojej fascynacji i wciąż z zauroczeniem czytałam kolejne strony "Nieba Montany". Teraz zniecierpliwiona czekam, aż zdam ostatni egzamin i będę mogła sobie pozwolić na obejrzenie filmu na podstawie książki, który powstał w 2007 roku pod reżyserią Mike'a Robe'a. Bardzo chętnie wzbogacę sobie tę historię o obrazy z filmu, chociaż najpewniej rozczaruje mnie dobór aktorów.

Nora Roberts bezbłędnie tworzy swoich bohaterów. Zawsze są oni wyraziści i nigdy nie odnosi się wrażenia, że są oni tylko tu i teraz, lecz istnieli przed i będą wciąż po lekturze. Trzy kobiety, a więc trzy główne bohaterki, chociaż na pierwszy plan próbowała się wybić Willa, najbardziej zaznajomiona z rzeczywistością przedstawioną w książce, niepisana liderka, a także moja ulubienica. Tess przy ich pierwszym spotkaniu nazwała ją "kobietą przebraną za kowboja", ale nic bardziej mylnego - Will po prostu była kowbojem z krwi i kości. Dawno nie spotkałam takiej autentycznie silnej, niezależnej bohaterki, która doskonale czuła się w męskiej skórze, a zupełnie nie radzi sobie w kobiecym życiu. Moją sympatię zyskała także Lily - łagodna, urocza istotka, która na ranczu zyskuje trochę pewności siebie i odwagi. Najmniej z głównej trójki polubiłam Tessę, a to przez jej "laluniowy" styl bycia. Co do męskich bohaterów to co jeden to smaczniejszy kąsek. Jest się na co połasić.


Byłam szczególnie zainteresowana wątkiem romantycznym, jak na prawdziwą fankę romansów przystało. Nora Roberts postanowiła uszczęśliwić wszystkie trzy swoje bohaterki, więc każda z nich znalazła miłość. Byłam bardzo podekscytowana tym, że czekają mnie aż trzy romanse w jednym. Ale wyszło... troszkę nie tak jakbym chciała. No cóż, należało się spodziewać, że mając trzy pary do obskoczenia, autorka nie będzie się rozwodzić nad każdą z nich, tak jakby to robiła, gdyby poświęciła im osobną książkę. Tak więc nieco brakowało mi płynności w poszczególnych związkach. Willi i Benowi Nora poświęciła najwięcej czasu i nic dziwnego, że jest to najlepiej dopracowany i najciekawszy wątek romantyczny, chociaż mam wrażenie że nieco monotonny. Związek Lily i Adama potoczył się tak szybko, że byłam tym aż zaskoczona, zważywszy na to, że kobieta ta była wystraszona i nieufna i jakkolwiek bezpieczne wydawały się ramiona Adama, nie powinna znaleźć się w nich tak szybko. Ich historia zupełnie straciła smaczek. A Tess i Nate prawie dla mnie nie istnieli. Także w tej kwestii duży minus, minus na wagę całej oceny.

Z kolei wątek sensacyjny był niezwykle interesujący. Nora zawsze zaskoczy mnie tym, że tak bardzo zaciekawi czymś, co najmniej można się spodziewać, że mnie zaintryguje. Był on bardzo makabryczny i smutny, ale wciągający. Nie sposób jest rozwiązać całą zagadkę od A do Z, także zakończenie niemalże na 100% Was zaskoczy. Ja już miałam tyle tropów, tyle opcji, że wsadziłabym do więzienie połowę Montany, a i tak nie odgadłam, kto był winny.

Polecam "Niebo Montany". Jak nie dla samego romansu to z każdego innego powodu.

Jak tam stoicie z Norą Roberts?
Czytałyście "Niebo Montany"? A może oglądałyście film?

NIEBO MONTANY
"Montana Sky"
Nora Roberts
Data wydania: 2012 rok (pierwsze wyd. 1997 r. wyd. Amber)
Wydawnictwo: Książnica
Ilość stron: 602

MOJA OCENA: 7/10
PRZECZYTAŁAM: 27 czerwca 2017 roku

Recenzja do przeczytania także tutaj: lubimyczytac.pl

4 komentarze:

  1. Nie czytałam jeszcze nic Nory Roberts, aż wstyd się przyznawać.. ale myślę, że muszę w końcu skusić się po jakąś jej powieść :D
    Buziaki! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O matko! Gdzieś Ty się podziewała? Stęskniłam się :D
      A tam wstyd. Trzeba to po prostu naprawić.
      Buźka :*

      Usuń
  2. Wiesz co... Jesteś prawdziwą fanką romansów i jak to czytam, to aż się śmieję, jak bardzo Cię za to lubię! ;) Nadal nie ruszyłam nic Nory Roberts, ale w końcu to zrobię, bo obok takich nienachalnych, a szczerych zachwytów obojętnie przechodzić nie da rady. :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aż tak się zachwycałam? Kurka blaszka. Nie zdawalam sobie sprawy. Ale zawsze miło u czytelnika wywołać uśmiech (nawet jeśli się tego nie planowało {w sumie ciągle się zastanawiam czy to dobrze czy źle})

      Usuń