środa, 7 czerwca 2017

NIEBABSKA CZYTANKA: Misery - Stephen King

Stephen King to mistrz powieści grozy, jeden z najciekawszych pisarzy na świecie, autor tworzący historie na długo zapadające w pamięć, człowiek który już za życia stał się legendą. Każdy, bez względu na to czy jest miłośnikiem książek, czy też nie, zna jego nazwisko. Filmy na podstawie jego powieści były wielokrotnie wyróżniane najbardziej prestiżowymi nagrodami i dziś uchodzą za kultowe. Od wielu lat myślałam o rozpoczęciu przygody z Kingiem, jednak nigdy się nie złożyło. Dziś cieszę się, że dopiero teraz przeżywam swój pierwszy raz z tym autorem, bo wcześniej prawdopodobnie bym go nie doceniła. Zresztą nie twierdzę, że teraz potrafię go w pełni zrozumieć, dostrzec wszystko, co można dostrzec w jego twórczości... Dlaczego akurat "Misery"? Odpowiedź na to pytanie jest jednocześnie skomplikowana i banalnie prosta. Zobaczcie sami:


Paul Sheldon jest pisarzem, który swoją popularność zawdzięcza serii romansów historycznych o Misery Chastain. Mężczyzna, pragnąc uwolnić się z więzów jakimi są dla niego tandetne, niewymagające książki, z radością uśmierca główną bohaterkę na koniec czwartej części jej przygód. Z lekkim sercem i naostrzonym piórem zabiera się do pisania nowej, zupełnie innej książki pod tytułem "Szybkie samochody". Czuje, że to będzie przełom w jego karierze, najlepsza powieść jaką kiedykolwiek stworzył. Jednak los sprawia, że nie udaje mu się dowieźć jedynej kopii maszynopisu do swojego agenta. Nie udało mu się utrzymać auta na drodze, gdyż był pod wpływem alkoholu i zaskoczyła go zamieć śnieżna. Uległ poważnemu wypadkowi, był już na granicy życia i śmierci, gdy uratowała go Annie Wilkes, była pielęgniarka, najgorliwsza fanka powieści o Misery. Lecz okazuje się, że nawet śmierć byłaby lepsza od pobytu w domu nowej opiekunki...

Kathy Bates jako Annie Wilkes
i James Caan jako Paul Sheldon
"Misery" reprezentuje gatunek thrillera psychologicznego, a więc nie da się ukryć, że nie jest to typ książki po który sięgam najchętniej. Prawdę mówiąc, gdyby nie fakt, że jej autorem jest sam Stephen King, pewnie nigdy bym jej nie przeczytała. Jednak od kilku lat miałam ochotę zmierzyć się z legendą tego autora. "Misery" jest też pierwszym tomem Kolekcji Mistrza Grozy, którą od niedawna można znaleźć w kioskach. Bardzo ucieszyło mnie to, że niemal wszystkie książki Kinga będą na wyciągnięcie mojej ręki. Zrobiłam szybkie śledztwo, przejrzałam kilka rankingów powieści tego autora, przeczytałam z tuzin recenzji i dowiedziałam się, że "Misery" jest jedną z tych książek, które najbardziej podobają się czytelnikom. Wtedy nie miałam już żadnych wątpliwości - wiedziałam w jaki sposób rozpocznę przygodę z Kingiem.
Mimo wszystko obawiałam się tej lektury. Nie miałam pojęcia jak bardzo dalekie to będzie od książek, które zazwyczaj czytam. Pierwsze strony faktycznie były dla mnie wyzwaniem, ale szybko przyzwyczaiłam się do stylu pisania Stephena Kinga, bogatego w różnego rodzaju metafory, wspominki, zbaczania z tematu, po to by za chwilę wrócić do głównej akcji z jeszcze większym impetem. W chwili, gdy polubiłam sposób w jaki została napisana "Misery" uświadomiłam sobie, że nic w tej książce nie jest bezcelowe.

Stephen King wprowadził w "Misery" niezbędne minimum bohaterów. Niemal przez całą książkę są tylko oni - Paul Sheldon i Annie Wilkes - sami w znajdującym się na odludziu domku. Zastanawiałam się, jak można napisać dobrą, porywającą książkę mając do dyspozycji tak ograniczone środki; jak stworzyć akcję, która zainteresowałaby czytelnika, gdy jeden z dwóch bohaterów jest cały czas przykuty albo do łóżka, albo do fotela? Jak się okazuje można, w końcu nie bez powodu nazywają Kinga "Mistrzem". A wszystko za sprawą kreacji Annie Wilkes. Już od pierwszych stron czuje się niepokój związany z tą postacią, i chociaż nie pokazuje ona pełni swoich możliwości, to gołym okiem widać jej brak stabilności, objawiający się wahaniami nastroju, chwilami otępiałego zamyślenia, spowolnionym rytmem mówienia. Ale to tylko początek. Ta niezrównoważona kobieta jest w stanie przyprawić o ciarki każdego. U mnie wywoływała szybsze bicie serca, uczucie niepokoju, a nawet niezbyt kolorowe sny. Z każdą kolejną stroną dowiadujemy się, jak bardzo jest szalona i zastanawiamy się do czego to szaleństwo jeszcze doprowadzi. Czy jest jakiś ratunek dla Paula Sheldona? Powtórzę jeszcze raz: genialna kreacja Annie Wilkes.

Bohaterka jest tak wielką fanką serii o Misery Chastain, że nie potrafi pogodzić się z jej śmiercią, a to w połączeniu z drzemiącym w niej szaleństwem jest mieszanką wybuchową. Zmusza Paula Sheldona, by cudownie wskrzesił jej idolkę i napisał specjalnie dla niej "Powrót Misery". Stephen King, czyniąc główną postać książki pisarzem, opisał tym samym prawdziwe oblicze tego zawodu. Pokazał, że jest to ciężki bochenek chleba, a autor nie zawsze tworzy to na co ma ochotę. Żal mi było go jako człowieka, żal mi było go jako artysty... Niezwykle wiele przeszedł i mimo ciężkich fizycznych ran, tak naprawdę najbardziej skrzywdzona została jego dusza. Ale jeżeli już jesteśmy przy twórczości Paula Sheldona, to wyznam w sekrecie, że z chęcią przeczytałabym historię Misery Chastain. Moja romansoholiczna natura musiała się odezwać nawet w przypadku książki takiej jak ta.

Podsumowując:
Jestem bardzo mile zaskoczona tą książką. Nie spodziewałam się, że "Misery" Stephana Kinga może mi się aż tak podobać. Wsiąknęłam w tę historię. Żyłam nią. To, co ta książka zrobiła z moją psychiką... Byłam autentycznie przestraszona i zestresowana. Polecam każdemu, kto jeszcze nie zaczął swojej przygody z Kingiem.

Gustujecie w książkach takich jak ta?
Czy może nie lubicie brutalnego przelewu krwi?
Czytałyście już "Misery" albo inne książki Stephena Kinga?

MISERY
"Misery"
Stephen King
Data wydania: 15 maja 2017 roku (pierw. wyd. 1991 rok )
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka (pierw. wyd. Amber)
Ilość stron: 344

MOJA OCENA: 8/10
PRZECZYTAŁAM: 7 czerwca 2017 roku

Recenzja do przeczytania również tutaj: lubimyczytac.pl

16 komentarzy:

  1. Hi!
    I just have seen your blog and I am following u, I hope u can visit mine and follow me if u like.
    Great post!
    Kisses ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hi! I'm glad that you visited me. I'll try to see your blog.

      Usuń
  2. Mam i postanowiłam mieć na półce najważniejsze powieści Kinga - bo jakby inaczej? :D
    Ja jednak zaczęłam od Zielonej mili - później wezmę się za tę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super! Mam nadzieję, że napiszesz recenzje na blogu, bo chętnie porównam nasze wrażenia. U mnie "Zielona Mila" będzie kolejna, podążam za kolejnością kolekcji. Cieszę się, bo cztery pierwsze tomy to sztandarowe tytuły Kinga i mogę poznać Mistrza od najlepszej strony. A kto wie... Może pokuszę się o całą kolekcję...

      Usuń
  3. Moje spotkanie z twórczością Kinga było niezwykle niefortunne, bo sięgnęłam po "Buick 8", która była koszmarnie nudną książką. Niemniej wierzę, iż autor może mnie jeszcze zachwycić, więc może właśnie sięgnę po "Misery".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie znam tego tytułu, nigdy o nim nie słyszałam.
      Wobec tego cieszę się, że rozpoczęłam przygodę z Kingiem od pewniaka :D
      Gorąco polecam Ci "Misery" - nie nudziłam się, a mnie łatwo można znudzić. Zresztą jak napisałam w recenzji: dziwiłam się jak można napisać porywającą książkę mając do dyspozycji dwoje bohaterów i domek na odludziu... A jednak :D

      Usuń
  4. Nieśmiało powiem - nic Kinga jeszcze nie czytałam. Nie dość, że zawsze jakoś potwornie nam nie po drodze z Panem Kingiem, to w dodatku wcale nie jestem pewna, czy lubię powieści grozy. Wiem, wiem, brzmi to dziwnie, lubię kryminały, thrillery, ale horrorów unikam. Po prostu akurat to umiarkowanie mnie kręci (może zbyt często boję się w życiu, a za rzadko spotykam smoki i stąd moje upodobania xD ). Ale wiem tez, że King nie pisze tylko krwawych horrorów, więc w końcu musimy się spotkać!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A co ty myślisz? Że ja to byłam pewna? Powieści grozy a romanse - widzisz tę przepaść? Tobie zdecydowanie do nich bliżej. "Misery" to jest właściwie thriller... Mnie bardziej przerażają historie z duchami, nawiedzeniami, opętaniami niż takie w których przelewa się krew, a "Misery" mi podeszła (chociaż kto wie, czy Annie nie była nawiedzona...).
      Życzę Ci szybkiego spotkania z Kingiem. Będę czytała i recenzowała też inne jego książki, więc może akurat znajdzie się coś dla Ciebie.

      Usuń
    2. Widzę przepaść! A widzę! Ale z drugiej strony, Ty odważna kobieta jesteś. :P
      Ok. Czekam na kolejne i challenge accepted! <3

      Usuń
    3. A tam odważna... Kiedyś po obejrzeniu horroru prawie narobiłam w portki na widok swojej kurtki wiszącej na szafie - myślałam, że to rzeźnik ze szpitala psychiatrycznego mnie obserwuje XD
      Cieszę się bardzo :D

      Usuń
  5. Z ogromną przyjemnością sięgam po książki Kinga, nie wszystkie przygody czytelnicze kończą się satysfakcją, ale i tak lubię się w nie angażować. :)
    Bookendorfina

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, zdaję sobie sprawę z tego, że nie wszystkie powieści Kinga są lubiane, dlatego chętnie czytam recenzje i zaznaczam sobie, które części kolekcji zakupić

      Usuń
  6. Zakupiłam "Misery" za 7 zł z tej nowej kolekcji. Nie wiem czy zaopatrzę się w inne jego książki, ponieważ jeszcze nic nie czytałam tego autora i trochę obawiam się, że jego książki nie przypadną mi do gustu. Thriller psychologiczny - uwielbiam ten gatunek. Kto wie.. może jeśli w końcu sięgnę po "Misery" i mi się spodoba, to wtedy sięgnę po inne książki tego autora :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałam te same obawy, ale jak widać przypadło mi do gustu i jestem zadowolona. Bierz się szybciutko za "Misery", a skoro lubisz thrillery psychologiczne, to nie mam wątpliwości, że Ci podejdzie. A potem przyjdzie kolej na inne książki Mistrza

      Usuń
  7. Właśnie sprawiłaś, że przy następnych zakupach Misery na pewno wpadnie do mojego koszyka! Strasznie mnie do niej zachęciłaś, aż chyba powinnam podziękować, bo rzadko się zdarza, by jedna recenzja zadecydowała o tym, czy kupię daną książkę czy nie :D ♥

    Obsession With Books

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma sprawy. Bardzo mnie cieszy, gdy NAPRAWDĘ uda mi się namówić kogoś na książkę. Szkoda, że nie załapałaś się na to kolekcjonerskie wydanie za 7.99. Chociaż w niektórych kioskach może jeszcze zalegać. Dzisiaj kupowałam "Cmętarz zwieżąt" i widziałam jeszcze "Zieloną Milę", więc może i "Misery" też się znajdzie.

      Usuń