piątek, 9 czerwca 2017

Kocham bohaterów - Susan Elizabeth Phillips

Jedna z indyjskich legend z czasów starożytności mówi, że pierwsza lalka i pierwszy lalkarz zostali stworzeni przez hinduskiego boga Brahma jako rozrywka dla jego żony Saraswati. Saraswati tak spodobała się niespodzianka męża, że pochłonięta kolejnymi to spektaklami, zaniedbywała swoje obowiązki. Brahma nie miał innego wyjścia i zesłał lalkarza i lalkę na ziemię. Tak powstał teatr lalek - jakieś sześć wieków przed naszą erą. Swój największy rozkwit zawdzięcza romantycznym twórcom, natomiast w dziewiętnastym wieku powstały pierwsze spektakle przeznaczone dla dzieci. Istnieje wiele form teatru lalek: od teatru cieni, przez kukiełki i marionetki, po pacynki, które to zyskały uznanie Susan Elizabeth Phillips, autorki popularnych romansów. Pisarka postanowiła zrobić z nich użytek w jednej ze swoich powieści.

Annie jest samotną, młodą brzuchomówczynią, dorabiającą sobie w teatrze lalek. Ma ona dziwny zwyczaj rozmawiania ze swoimi pacynkami, które zresztą chętnie komentują jej życiowe porażki, serwują "cenne" porady czy też udzielają duchowego wsparcia. Po śmierci matki i utracie kolejnej pracy udaje się do domku znajdującego się na opuszczonej przez Boga wyspie u wybrzeży stanu Maine, gdzie jako nastolatka spędziła kilka lat, podczas gdy jej rodzicielka była żoną miejscowego bogacza. Robi to niechętnie, ponieważ z wyspą wiąże się wiele nieprzyjemnych wspomnień, ale zastrzeżenia dotyczące spadku mówią, że raz w roku musi spędzić dwa miesiące w swojej posiadłości, nie ruszając się przez ten czas o krok z wyspy. Jednak ktoś wyraźnie nie życzy sobie jej obecności w tej małej społeczności. Podejrzenia Annie padają na ekscentrycznego pisarza horrorów - Theo Harpa, który w dzieciństwie skutecznie uprzykrzał dziewczynie życie.

Byłam bardzo podekscytowana przed lekturą kolejnej książki Susan Elizabeth Phillips. Autora słynie z romantycznych powieści okraszonych dobrym humorem, docenianych na listach bestsellerów New York Timesa. Sama pisarka została uhonorowana wpisem do Listy Sław Stowarzyszenia Amerykańskich Autorów Romansów (Romance Writers Association Hall of Fame). Do tej pory przeczytałam kilka książek pani Phillips i prawie nigdy się nie zawiodłam. "Kocham bohaterów" była mi szczególnie polecana, jako jedna z lepszych powieści autorki. Szczerze mówiąc, nie jestem tak usatysfakcjonowana tą lekturą, jakbym chciała, chociaż oczywiście nie mogę odmówić jej kilku dobrych aspektów. Wspominałam już przy okazji jednej z recenzji, że generalnie nie trawię książek, które uchodzą za śmieszne. Ale Susan Elizabeth Phillips, jak mało która autorka, potrafi mnie szczerze rozbawić swoimi powieściami. Pisarka w książce "Kocham bohaterów" nie uciekła się do stworzenia mało inteligentnej, ale za to niezwykle niezależnej, lubującej się we wpadaniu w tarapaty bohaterki, która podobno uchodzi za zabawną. Nie, to nie w tym tkwi źródło humoru pani Phillips. Myślę, że humor wynikał głównie z kontrastu między twardo stąpającą po ziemi Annie a jej skłonnościami do rozmawiania z lalkami, jak również z powodu samych lalek, obdarzonych przeróżnymi charakterami, a w szczególności Scamp, alter ego bohaterki, która odegrała w tej powieści niezwykle istotną rolę.

Za zaletę książki uważam też samą główną bohaterkę. Annie jest bardzo sympatyczna, uczynna, potrafi docierać do ludzi w nieco niekonwencjonalny sposób, ale jest też stanowcza i nie daje sobie w kaszę dmuchać. Uwielbiam ją za jej miłość do pacynek, za to że uczyniła sobie z nich przyjaciół, przyjaciół którymi potrafiła dzielić się z innymi. Moim idolem nie jest z kolei Theo Harp - mroczny, nieobliczalny mężczyzna, ucieleśnienie najgorszych koszmarów Annie. W pewnym momencie z jego postacią stało się coś, czego niestety się obawiałam. Wiadome było, że koniec końców będzie musiał zejść na dobrą drogę, ale stało się to zbyt nienaturalnie jak dla mnie. W jednej chwili z człowieka wymachującego bronią na widok Annie stał się facetem, który pichci kolacyjki dla znajomej z dzieciństwa. Nieszczególnie porwał mnie także wątek romantyczny między tym dwojgiem. Bardzo długo nie czuło się absolutnie żadnego napięcia, niczego co byłoby zapowiedzią naprawdę gorącego romansu. Zresztą ich późniejszą relację określiłabym za mechaniczną niż kierowaną wielką namiętnością. 

Książka zawiodła w swoim najważniejszym punkcie - w związku z tym powinnam ją ocenić słabiej niż to zrobiłam, ale zawsze jest jakieś "ale". Pozwoliłam sobie spojrzeć na tę powieść nieco szerzej niż gdyby to był jedynie romans. Bardzo wybijającym się wątkiem były losy Jaycie, przyjaciółki Annie, i jej wciąż niemówiącej czteroletniej córeczki. Z miejsca mnie one zaciekawiły, czego nie mogę powiedzieć o wiodącej opowieści. Szczególnie lubiłam przyglądać się próbom zwalczenia oporów Livie przed mówieniem. 

W "Kocham bohaterów" pojawia się też drobna zagadka kryminalna, więc jest to powieść, która możne znaleźć szersze grono odbiorców niż zwykły romans. Przyznam się, że nie udało mi się jej rozwiązać...

Znacie Susan Elizabeth Phillips i jej książki?
Co sądzicie o "Kocham bohaterów"?

KOCHAM BOHATERÓW
"Heroes Are My Weakness"
Susan Elizabeth Phillips
Data wydania: 9 grudnia 2014 roku
Wydawnictwo: Amber
Ilość stron: 352

MOJA OCENA: 6/10
PRZECZYTAŁAM: 9 czerwca 2017 roku

Recenzja do przeczytania również tutaj: lubimyczytac.pl

14 komentarzy:

  1. Nie słyszałam ani o tej książce, ani o tej autorce (ale to chyba już cię nie dziwi xD), lecz tym razem chyba nie udało ci się mnie skusić, moja lista TBR trzyma się dzielnie ;) Już opis nie za bardzo do mnie przemawiał, a skoro wątek romantyczny jest nieprzekonywujący, w dodatku wątek Theo tak oczywisty to raczej zrezygnuję z tej lektury.

    Books by Geek Girl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz co, jakoś nie mam zamiaru nawet mocno przekonywać do tej książki. Z początku wystawiłam jej tylko 5/10, ale mówię sobie: ej, to SEP, niech ma chociaż 6...
      Masz rację, specjalnie mnie nie zdziwiło, że nie znasz pani Phillips i jej książek. Może następnym razem przeczytam pozycję, którą będę mogła Tobie, Wam polecić z czystym sercem.

      Usuń
  2. Tematyka interesująca! Brzuchomówczyni - bardzo ciekawie! Choć po twojej opinii stwierdzam, że byłby to jedyny element, który by mnie zainteresował :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pierwszy raz spotkałam się z brzuchomówcą w książce. Z początku absurdalne wydawały mi się niektóre sceny, w których Annie używała swojego talentu, ale gdy obejrzałam w internecie filmiki z brzuchomówcami to byłam w szoku, że są oni zdolni aż do takich rzeczy... Wiele ciekawych rzeczy można się było dowiedzieć z książki o tym fachu, np.: nie miałam pojęcia, że brzuchomówca nie potrafi wymówić niektórych liter (tzn. tych, przy których trzeba ruszać ustami) i zastępuje je podobnie brzmiącymi.

      Usuń
  3. Bardzo ciekawy temat. Poza brzuchomówstwem (nigdy wcześniej nie czytałam takiego tematu w żadnej lekturze!!!) kupiły mnie też lalki i Twój ekstra wstęp! Uwielbiam i poproszę więcej! <3 i pomimo 6/10 zdecydowanie książkę chciałabym przeczytać. Niestety sprawdziłam i w moich nowych bibliotekach (teraz dzielnica Wesoła pfff) nie ma tego, ale poszukam jeszcze na Ochocie. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ah dziękuję Ci bardzo, kochana :D
      Jaka szkoda z tymi bibliotekami. Co ona takie niewyposażone?

      Usuń
    2. Ech, no niestety częste przeprowadzki wprowadzają pewien bibliotekarski zamęt. Po roku na Ochocie, która spełniała praktycznie wszystkie moje zachcianki (a te których nie spełniała, dawała nam biblioteka przyjaciółki na Białołęce), ale teraz operuję na zasobach Wesołej, a tam nie dość, że jeszcze mam nie obcykane to jeszcze jednak więcej jest zdecydowanie dziecięcych zasobów. ;)

      Usuń
    3. Najgorzej jeśli trzeba rozstać się ze sprawdzoną biblioteką.
      Ja z mojej ostatniej bibliotecznej przeprowadzki do wojewódzkiej w Poznaniu jestem nawet zadowolona :) ale szkoda, że nie pozwalają poprzechadzać się między regałami. Żadna książka nie zamruga do mnie z półki.

      Usuń
  4. Kompletnie nie znam autorki, dlatego z ciekawością przeczytałam twoją recenzję. Brzmi nieźle, szkoda, że nie rewelacyjnie, ale czuć, że w jakiś tam sposób jesteś usatysfakcjonowana.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W jakiś tam sposób rzeczywiście jestem, ale nie w takim stopniu jakbym chciała.
      Miło mi to czytać.

      Usuń
  5. Ani o książce, a ni o autorce nie słyszałam, ale nie mam ochoty przeczytać tej książki. Mimo, że Twoja recenzja zachęca nie czuję, żeby to była książka dla mnie. :)
    Pozdrawiam, Hayles z https://ourbooksourlive.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja recenzja zachęca? Kurcze, nie miałam specjalnie takiego zamiaru...
      Rozumiem, że nie jest to książka dla Ciebie. Zresztą tez mi się tak wydaje

      Usuń
  6. Hey! I am new at your blog (: I am following you now(;
    I hope you can visit mine and follow me back (; Have a good day!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Thanks for your visit and following. Have a good day too :)

      Usuń