sobota, 24 czerwca 2017

Julia i jej córki - Colleen Faulkner

Jeśli miałabym wybrać jedną jedyną rzecz, po której człowiek nie jest się w stanie podnieść, pozbierać, to bez zastanowienia powiedziałabym, że jest to śmierć własnego dziecka. Miłość rodzica do pociechy jest niezaprzeczalnie najsilniejszym uczuciem na świecie. Można być egoistą we własnym związku, ale nie da się nim być w rodzicielstwie. Kiedy jesteś matką lub ojcem, zrobiłbyś dla swojego dziecka wszystko, przeniósłbyś na siebie wszystkie smutki, zmartwienia, każdy ból i rozczarowanie, oddałbyś za niego życie. Więc jak żyć, gdy przyszło Ci je pochować? Jak podnieść się z rozpaczy i zaczęć normalnie funkcjonować? Jak wydobyć z siebie siły? Jak skleić rodzinę? Jak pozwolić sobie na jeszcze odrobinę szczęścia, na uśmiech? Na te i inne pytania odpowiada książka Colleen Faulkner "Julia i jej córki"


Julia Maxton, matka trzech nastoletnich córek, właśnie przechodzi piekło na ziemi. Sześć tygodni temu Caitlin, jej środkowa pociecha, zginęła w wypadku samochodowym, spowodowanym przez swoją starszą siostrę Haley. W obliczu takiej tragedii jej rodzina powinna się zjednoczyć, lecz tak naprawdę wisi na włosku. Julia nie robi nic innego poza leżeniem w łóżku i wgapianiem się w wiatrak na suficie. Ben, jej mąż, stłumił w sobie żałobę i wycofał się z rodzinnego życia. Haley przechodzi okres buntu, który pozwala jej zagłuszyć wewnętrzny ból, jednak z dnia na dzień coraz bardziej się stacza. Najmłodsza Izzy zdaje się najlepiej trzymać się po utracie siostry, ale to dlatego że wciąż odczuwa bliską jej obecność w swoim życiu. Julia nie może sobie pozwolić na utratę rodziny. Wprowadza w życie szalony plan, który ma za zadanie zbliżyć do siebie matkę i córki, odseparować je od miejsc i rzeczy przypominających o tragicznych wydarzeniach. Z dnia na dzień, nie dając sobie czasu na zastanowienie i wątpliwości, zabiera córki w samochodową podróż na drugi koniec kraju.

Wciąż jestem zdumiona tym, jak szybko poszła mi lektura "Julii i jej córek" Colleen Faulkner. Zwykle książka nieposiadająca wątków miłosnych jest dla mnie dużo bardziej wymagająca niż romans, który zazwyczaj czytam. W dodatku przy tej pozycji miałam o wiele więcej obaw niż przy chociażby "Chcę Cię usłyszeć" Diany Chamberlain, także wydanej w ramach cyklu "Kobiety to czytają!". Bałam się, że książka będzie wręcz ociężała z powodu poruszania wyjątkowo trudnego tematu, jakim jest utrata dziecka, że z mozołem będę przebijała się przez gęstą atmosferę. Na szczęście tak nie było. Nie mogę, co prawda, nazwać "Julii i jej córek" powieścią łatwą i przyjemną, ale mogę powiedzieć, że nie robi ona czytelnikowi na złość i dość szybko zaskarbia sobie jego uwagę. Ja swoją lekturę zaczęłam w pociągu i prawdę mówiąc sama nie wiem, kiedy znalazłam się na stacji Poznań Główny i przyszło mi opuścić pociąg.

Narracja książki jest prowadzona z trzech perspektyw: Julii (matki), Haley oraz Izzy. Każdemu rozdziałowi towarzyszy odliczanie jednej z narratorek i chociaż dla każdej czas płynie tak samo, to mają one odmienny system jego liczenia. Julia boleśnie zdaje sobie sprawę z każdego upływającego dnia, jednak wyglądają one u niej tak samo apatycznie. Od czasu do czasu jeden z nich wybije się spośród pozostałych, bo kobieta wykrzesała w sobie odrobinę sił, by wyprać pościel zarzyganą przez kota. Z kolei Haley prześladuje każda godzina. Wszystkie chwile od momentu śmierci Caitlin naznaczone są bólem, poczuciem winy, samobiczowaniem się. Dziewczyna przywdziewa żelazny pancerz, ale w środku jest jednym wielkim cierpieniem. A Izzy? Z początku czytelnikom najtrudniej jest zrozumieć jej sposób odliczania. Zaledwie po sześciu tygodniach od śmierci siostry, ona ma na liczniku już trzy lata i osiem miesięcy. Zaskakująca jest prawdziwa przyczyna cierpienia najmłodszej córki Maxtonów i zaskakujące jest to, że dopiero przy okazji takiej trudnej sytuacji zaznaje ona pocieszenia.
Każda narracja jest indywidualnie przystosowana do aktualnego narratora - co niezwykle chwyciło mnie za serce. Mamy osobę dorosłą i w jej przypadku nie ma wielkich niespodzianek. Więcej różnic dostrzegamy, gdy do głosu dochodzi Haley. Jednak najbardziej urzekająca jest perspektywa Izzy, bystrej dziesięciolatki, uważnie obserwującej świat i komentującej interesujące zjawiska i przytaczającej z tej okazji zasłyszane ciekawostki, które w oczach dziecka są niezwykle kluczowymi informacjami. Uwielbiam to, że jest ona jednocześnie tak diabelnie inteligenta i uroczo naiwna i niewinna.

Starałam się nie nie wchodzić w skórę głównej bohaterki i nie współodczuwać z nią jej głębokiego bólu po stracie córki. Chyba właśnie tylko z tego powodu udało mi się nie popłakać podczas lektury. Mimo wszystko nie mogłam powstrzymać ściskania w sercu, które pojawiało się od czasu do czasu, czy też nieprzyjemnej guli w gardle, która zapowiadała wybuchnięcie niekontrolowanym szlochem. Rzadko mi się to zdarza, ale chciałam być jedynie biernym obserwatorem historii. Prawdopodobnie, gdyby poniosły mnie emocje, nie spostrzegłabym, jak autorka świetnie zaznaczyła różnice w przeżywaniu żałoby po dziecku u matki i u ojca. Kobiety mają potrzebę rozpamiętywania, pielęgnowania wspomnieć po zmarłym dziecku, co widzimy u Julii, która wspólny wyjazd z córkami wykorzystuje między innymi na rozmowy o Caitlin. Mężczyźni natomiast nauczeni są nieokazywania emocji, w związku z tym tłumią swoje uczucia i najczęściej izolują od rodziny, co może być odbierane za brak żalu po stracie dziecka - czego przykładem był Ben, mąż Julii.

"Julia i jej córki" to nie tylko wzruszająca historia o stracie, o bezgranicznej miłości rodzica do swojego dziecka. Ta powieść uczy również, jak ważne w życiu jest przebaczenie, że trzymanie w sobie żalu i urazy może doprowadzić tylko do nieszczęścia, że w obliczu tak wielkiej tragedii nie należy robić sobie wymówek, a wspierać nawzajem i razem przetrwać ten ciężki czas. Gorąco polecam ten tytuł, bo jest on naprawdę godny uwagi, wartościowy i poruszający.

Zainteresowała Was historia Julii?
Potraficie sobie wyobrazić siebie w podobnej sytuacji?

JULIA I JEJ CÓRKI
"Julia's Daughters"
Colleen Faulkner
Data wydania: 7 marca 2017
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Ilość stron: 384

MOJA OCENA: 8/10
PRZECZYTAŁAM: 23 czerwca 2017 roku

Recenzja do przeczytanie również tutaj: lubimyczytac.pl

6 komentarzy:

  1. Mocna powieść, z pewnością bardzo poruszająca, ponieważ bohaterami są dzieci. Mam ją już zapisaną na liście, boję się tylko, że za mocno mną wstrząśnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, jest to mocna powieść. Co mam Ci powiedzieć? Każdy odbierze ją inaczej. Jak wspominałam, starałam się bardzo nie utożsamiać z główną bohaterką i nie współodczuwać z nią jej tragedii i nie zawsze mi się to udawało.
      Dziękuję za wizytę :D

      Usuń
  2. Tematyka poruszana w tej książce jest niezwykle trudna - tym bardziej, że jestem matką. Niemniej na pewno sięgnę po tę lekturę, chociaż łatwo na pewno nie będzie...

    P.S. Kochana, dziękuję za komplementy związane z moją twórczością rękodzielniczą! :) Oczywiście jeśli kiedyś będziesz chciała zrobić prezent komuś lub sobie, to polecam się!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja matką nie jestem i choć bardzo starałam się nie wczuwać w sytuację bohaterki, nie zawsze mi się to udawało. Książka na pewno będzie bardziej poruszająca właśnie dla matek, także odważna jesteś :D

      Oooo! A to może być nawet dobry pomysł, ale z tym to bym się raczej pod koniec wakacji odezwała.

      Usuń
  3. Pierwszy raz słyszę ale mam nadzieję, że nie ostatni. Wydaje się całkiem ciekawa i wiem, że na razie nie wpadnie w moje ręce ale mam nadzieję, ze kiedyś tak :)
    http://onlybooks-jdb.blogspot.com/2017/06/do-zobaczenia-nigdy.html
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że udało mi się polecić coś Tobie. Mam nadzieję, że to "kiedyś" nie będzie bardzo odległe

      Usuń