piątek, 26 maja 2017

Przyrodni brat - Penelope Ward

Kto ma rodzeństwo, ten wie, że nawet między tym najbardziej zgodnym i kochającym pojawiają się nieraz zgrzyty. To całkiem normalne. Bracia i siostry walczą między sobą o uwagę rodzica, o akceptację, zrozumienie, często też przeświadczeni o faworyzowaniu "tego drugiego", wszczynają poważniejsze awantury. Ale i te zazwyczaj rozchodzą się po kościach, bo w końcu są rodziną, a rodzina powinna się kochać i wspierać. Ostatecznie wszystkie problemy przegrywają, bo przecież naprawdę zależy im na bracie czy siostrze i nie warto marnować czasu i energii na niesnaski. Inaczej sprawa ma się w przypadku rodzeństwa przyrodniego czy przybranego. Tu w grę wchodzi prawdziwa uraza, żal o to, że rodzic spędza więcej czasu z "tamtą" rodziną, że to przez "nich" rozpadło się czyjeś małżeństwo. Często nawet dorośli ludzie nie potrafią zaakceptować tego, że ich rodzice się rozstali, a ciężko wymagać tej akceptacji od nastolatka, w którym wciąż szaleją hormony i sam nad sobą nie do końca panuje...


Greta to zwykła nastolatka jakich wiele. Jej ojciec umarł kilka lat temu na raka płuc, a matka jest w tej chwili w nowym związku. Dziewczyna nigdy nie zastanawiała się nad tym, jak wygląda rodzina jej ojczyma z poprzedniego małżeństwa. Zmusza ją do tego dopiero pojawienie się w jej domu syna Randy'ego, jej przybranego brata - Eleca. Elec, pomimo fascynującej powierzchowności, która z całą pewnością nie została niezauważona przez Gretę, jest niemiłym, zawistnym i irytującym chłopakiem. Wszelkie próby zaprzyjaźnienia się z nowym członkiem rodziny spełzają na niczym. Prawdę mówiąc, sytuacja przedstawia się nieciekawie. Dziewczyna jest wręcz gnębiona przez swojego przybranego brata. Jednak to nie zniechęca ją do próbowania nawiązania bliższej relacji z Eleckiem. Wszyscy mamy swoje słabe punkty, nawet zbuntowani i odpychający nastolatkowie. Za sprawą właśnie takiego słabego punktu, Grecie udaje się w końcu zburzyć mur, którym otoczył się chłopak, a to stwarza szanse na zupełnie nową zażyłość między nimi.

Zacznę od kwestii, która irytowała mnie, od kiedy przeczytałam blurb książki, irytowała mnie podczas lektury i irytuje mnie nadal, czyli od kwestii polskiego tytułu tej powieści. Naprawdę istnieje ogromna różnica między PRZYRODNIM rodzeństwem a rodzeństwem PRZYBRANYM. Generalnie sprowadza się ona do tego, że gdybyśmy naprawdę mieli do czynienia z przyrodnim bratem w książce "Przyrodni brat", cała ta historia byłaby ohydnym kazirodztwem. Przyznam się, że całkiem nieźle orientuję się, kto w rodzinie jak się nazywa, często potrafię stwierdzić pokrewieństwo nawet na podstawie skomplikowanych łańcuszków, tak więc sprawa tytułu tej książki niezwykle mi ciążyła. Obawiam się, że jest już nieco za późno by naprawić ten błąd, ale czuję się w obowiązku do poinformowania o nim.
Jak już jestem w temacie przybranego rodzeństwa, to pociągnę go dalej i powiem, że niezwykle byłam go ciekawa, bo książki z takim motywem jeszcze nie czytałam, a przynajmniej sobie tego nie przypominam. Jednak moja ciekawość równoważyła się z reakcją na fakt, że "Przyrodni brat" jest porównywany do powieści Penelope Douglas "Dręczyciel", czyli do książki, której generalnie nie darzę sympatią, uważam za psychopatyczną i stanowczo nie na moje nerwy. Tak więc właśnie z takim mieszanym nastawieniem rozpoczęłam lekturę. Jak było?

Mam skrajne odczucia co do tej książki. Jestem bardzo niezadowolona z mniej więcej pierwszej połowy "Przyrodniego brata", tj. tej, która działa się, gdy bohaterowie byli jeszcze nastolatkami. Po pierwsze, ponownie mamy do czynienia z bohaterem mega-ciachem. "Miał doskonale prosty nos i ładnie zarysowaną szczękę, jego wargi były idealne - zbyt idealne jak na to, jak paskudne słowa z nich płynęły. Pod względem fizycznym był ucieleśnieniem moich snów (...)" - a jakże! Proponuję w końcu napisać książkę, w której główny bohater męski nie będzie ucieleśniał niczyich snów. Nie błagam o jakiegoś brzydala, błagam o zwykłego Jaśka Kowalskiego. Nie jestem typem dziewczyny, która łatwo daje się nabrać na to, że rzeczy które dzieją się w książkach, są możliwe w rzeczywistości (jednak mimo wszystko nadal czekam na list z Hogwartu), ale coraz częściej łapię na na myśleniu, że może czeka gdzieś na mnie drugi Adonis. To nie jest zdrowe myślenie, więc niezwykle irytuje mnie, gdy znowu muszę czytać o nadzwyczajnie przystojnym facecie. Po drugie, jestem okropnie rozczarowana poziomem, jaki prezentowała pierwsza połowa książki. Nie wspomnę już o mojej reakcji na to, że po jakichś piętnastu, dwudziestu stronach, czyli mniej więcej po 5 minutach od chwil, w której Elec pojawił się w życiu Grety, ta widzi jego ciało całkiem nagusieńkie. Towarzyszyły temu niedojrzałe teksty od nadzwyczajnych ku*asach, które były gorzej niż żenujące. Ta sytuacja wystartowała lawinę niesmacznych tekstów i epizodów. Po przeczytaniu książki, stwierdzam, że być może było to zamierzeniem autorki i miało odzwierciedlać niedojrzałość bohaterów w tamtym okresie. Ale nawet to nie jest dla mnie wytłumaczeniem fatalnego początku książki.

Zdecydowanie bardziej podobała mi się druga połowa książki. Wydarzenia w tej części mają miejsce siedem lat później i spora jej część to tak naprawdę spojrzenie na tę historię z perspektywy Eleca. Bohater wyjaśnia nam wiele rzeczy związanych z dręczeniem Grety, następnie z jego uczuciem do dziewczyny. Niby mamy do czynienia z tymi samymi zdarzeniami, ale o ile przyjemniej się to czyta! Jednak najbardziej przejmujące okazuje się wyjaśnienie rodzinnej tajemnicy mężczyzny. Chociaż myślę sobie, że to lekka przesada. Związek przybranego rodzeństwa jest już w pewien sposób kontrowersyjny, a autorka stwierdziła, że jeszcze trochę namiesza w drzewie genealogicznym Eleca...
Nie jestem też fanką zakończenia książki. Uważam, że autorka poszła tu po łebkach w przypadku niektórych wątków, trochę jakby nie miała pomysłu jak zręcznie połączyć Eleca i Gretę. Ale wydaje mi się, że druga część może sporo wyjaśnić w kwestii zakończenia.

Wystawiam tej książce ocenę 5/10, jednak jest ona zawyżona. Pojawiła się piątka zamiast czwórki, ponieważ w głowie świeższe mam wrażenia z tej lepszej połowy książki i pomimo wszystkich wad tej książki, czytało się ją naprawdę szybko i z zainteresowaniem. Ale autorka ma u mnie spory kredyt i to się może na niej odbić w przyszłości.

Czujecie się zainteresowane tą książką?
Podoba Wam się motyw miłości między przybranym rodzeństwem?

PRZYRODNI BRAT
"Stepbrother Dearest"
Penelope Ward
Data wydania: 24 maja 2017 roku
Wydawnictwo: Editio 
Ilość stron: 272

MOJA OCENA: 5/10
PRZECZYTAŁAM: 25 maja 2016 roku

Recenzja do przeczytania również tutaj: lubimyczytac.pl

7 komentarzy:

  1. Szczerze mówiąc, sama mam dosyć perfekcyjnych od góry do dołu facetów, którzy wprost wyrastają z ziemi po to, by zakochać się w jakiejś dziewczynie lub innym, mało przekonującym celu. Czekam z niecierpliwością na książkę, gdzie główny bohater będzie po prostu neutralny i niewyidealizowany. Być może kiedyś przeczytam, ale jak na razie raczej nie będę miała jej w planach :(

    Pozdrawiam cieplutko,
    Obsession With Books

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie dziwię Ci się, nie jest to książka, którą poleciłabym z czystym sercem. Dziwi mnie, że zbiera takie dobre opinie, a przede wszystkim to, że czytelnicy uważają, że jest taka dojrzała. Nie wiem, co dojrzałego jest w gnębieniu innych, albo w świeceniu przyrodzeniem...

      Jak znajdziesz jakąś książkę z neutralnym, niewyidealizowanym facetem, to od razu podrzuć mi tytuł :D

      Usuń
  2. O nie, nie.. skoro tak to wszystko wypadło, to nie chcę po nią sięgać. Z wątkiem "przybranego rodzeństwa" czytałam trylogię DIMILY, ale główna bohatera przez pierwsze dwa tomy strasznie mnie denerwowała, więc nie wiem czy polecam Ci tę historię.
    Co do tej książki, nie sięgnę, przecież są lepsze pozycje :)

    Buziaki, Skryta Książka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chciałam napisać, że nie slyszałam o tej trylogii, ale dla pewności ją wygooglowałam, no i się okazało, że jednak słyszałam. Ba nawet miałam w planach ją przeczytać :) chyba wyjdzie na to, ze sama się przekonam, o co chodzi z tą denerwującą bohaterką.

      A do "Przyrodniego brata" nie namawiam oczywiście :)

      Usuń
  3. Nie miałam z nią do czynienia ;)
    Pomarzyć dobra rzecz :)
    Zapraszam do mnie, może wspólna obserwacja? :)

    veronicalucy.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Myślę, że Jasiek Kowalski nie ucieszyłby młodszych czytelniczek tak jak uczyni to niemal heros :D
    A tak poważnie - myślałam, że to dużo lepsza książka :/

    Pozdrawiam,
    Paulina z naksiazki.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak. Zapomniałam, że sama kiedyś traciłam serce dla takich przystojniaków. Chyba się starzeję...
      Też myślałam, że to dużo lepsza książka

      Usuń