wtorek, 16 maja 2017

Obsesja - Jennifer L. Armentrout

Czy kosmici istnieją? Wiele jest przesłanek, wskazujących na to, że to prawda: niezidentyfikowane obiekty latające, kręgi w zbożu, skomplikowane budowle, wykraczające poza możliwości architektów minionych epok, i tylko w naszej galaktyce setki tysięcy gwiazd, wokół których krążą planety i ogromne prawdopodobieństwo, że chociaż jedna z nich podobna jest do naszej Ziemi. Jennifer L. Armentrout już w swojej serii fantastycznej dla młodzieży - "Lux" - wykreowała świat, w którym istnieją inne inteligentne istoty - Luksjanie. W nienależącej do cyklu "Obsesji" postanowiła kontynuować przygodę z obcymi, tworząc historię przeznaczoną dla starszych odbiorców i głównym bohaterem czyniąc przedstawiciela jeszcze innego gatunku kosmity - Arumianina, który zresztą już przewinął się przez książki Armentrout. Jedna z opinii umieszczonych na okładce głosi, że czytelniczka gdyby tylko mogła, dałaby tej książce jedenaście gwiazdek. Czy rzeczywiście "Obsesja" jest aż tak dobra?


Serena Cross, dwudziestotrzyletnia pedagog szkolna, nigdy nie spodziewała się, że jej przyjaciółka, Mel, może wprowadzić ją w śmiertelne niebezpieczeństwo, opowiadając nieprawdopodobną historię o świecących niczym pochodnie synach senatora, w którą zresztą nawet nie chciała uwierzyć. Jednak Mel, z powodu tej wiedzy, zostaje zamordowana i Serena musi uwierzyć, że po Ziemi chodzą istoty nadnaturalne. Co więcej, musi oddać się pod opiekę jednej z nich. Jej ochroniarzem ma być od teraz Hunter, który jest z rasy Arumianinem, naturalnym wrogiem Lukscjan, do których należą senator i jego synowie. Tylko on może ją uchronić przed śmiercią podobną do tej, jaka spotkała jej przyjaciółkę. Jednak sam Hunter staje się dla niej istotą śmiertelnie niebezpieczną, gdy między tym dwojgiem zaczyna rodzić się namiętność.

Wydaje mi się, że nie potrzebuję dysponować aż jedenastoma gwiazdkami, by ocenić tę książkę. Nie uważam, by była aż taką rewelacją czy jakimkolwiek objawieniem. Co więcej, moim zdaniem autorka zrobiła większą sensację wydając książki z serii "Lux" niż "Obsesję". Jennifer L. Armentrout sama sobie dość wysoko ustawiła poprzeczkę i oczekiwałam od tej książki, że przynajmniej końcem włosa do tej granicy doskoczy. Zawzięcie próbowała, nie mogę jej tego odmówić, ale nie wydaje mi się, by jej się to udało. Doceniam ogólny zarys fabuły, bo bardzo mnie on zaintrygował - był ciekawym pomysłem i oczywiście arcyważnym elementem książki, ale nie można opierać się na samym pomyśle. Zabrakło mi tempa w akcji, ale ów brak nie był spowodowany tym, że w książce niewiele się działo. Nie, raczej wynikał ze stylu pisania autorki pozbawionego dynamizmu szczególnie w kluczowych momentach. Wyjątkowo ciężko i nieprzyjemnie czytało mi się końcowe sceny, gdy miałam do czynienia z pięknymi zdaniami wielokrotnie złożonymi, które, jak wiadomo, sprzyjają spowolnieniu akcji. Ha, ale nie mam zupełnie nic przeciwko piórowi autorki w scenach pocałunków czy innych igraszek. Z ręką na sercu przyznaję się, że moje serce niejednokrotnie szybciej zabiło, gdy przyszło mi czytać o bliskości Huntera i Sereny. Dla osłody dodam, że bardzo podoba mi się ta para literacka.

Czepiałam się trochę tempa akcji, ale tak naprawdę zupełnie nie miałam problemów z wciągnięciem się w historię i podryfowaniem z nią. Tak, to prawda, ale nie miałam również problemów z odłożeniem książki na bok i nie zwracaniem na nią najmniejszej uwagi przez kilka godzin. Bardzo ciężko ocenia mi się tę powieść, bo z jednej strony podobała mi się ona, a z drugiej nie do końca. I prawdę mówiąc bardziej skłaniam się ku temu, że jest mi ona obojętna, a to najgorsze co może być, gorsze nawet od tego gdyby mi się nie podobała. Zdecydowanie łatwiej wtedy wytknąć wady niż wyciągnąć pozytywy, które oczywiście istnieją i równoważą brudy, dlatego to co piszę może dać trochę mylny obraz tego, co odczuwam. Dlatego może powinnam wspomnieć o Hunterze? To zdecydowanie jest pozytyw, o którym warto mówić przy okazji "Obsesji". Napisałabym, że to pełnokrwisty mężczyzna, taki "rare" w stopniach wysmażenia steka, ale nie jestem pewna, czy można użyć takiego sformułowania w stosunku do Arumianina. Pewnie to moje zboczenie zawodowe (przyszłozawodowe), ale zaczęłam zastanawiać się jak to jest z tą krwią Huntera? Czy za jego męskość również odpowiada testosteron? Bo na moje palce cisnęło się także sformułowanie, że to niezła "bomba testosteronowa". Aczkolwiek w przypadku jego osoby zabrakło mi trochę konsekwencji we wpływie tego kim jest na jego bliskie relacje z Sereną.

Niech moc będzie z Wami, przyszłymi czytelnikami tej książki! Chociaż mam wrażenie, że spodoba się Wam ona bardziej niż mnie. To jest dobra powieść, naprawdę warto dać jej szansę, to tylko ja jestem czepialska.

Rozumiecie coś z tej mojej głupiej paplaniny? Czytałyście już "Obsesję"?
Jak Wasze wrażenia?

Zauważyłam, że ostatnio porównujecie polskie okładki z oryginalnymi. W tym przypadku nasza okładka znów jest górą, nie uważacie?

OBSESJA
"Obsession"
Jennifer L. Armentrout
Data wydania: 17 lutego 2016 roku
Wydawnictwo: Filia
Ilość stron: 392

MOJA OCENA: 6/10
PRZECZYTAŁAM: 14 maja 2017 roku

Recenzja do przeczytania również tutaj: lubimyczytac.pl

6 komentarzy:

  1. Zdecydowanie obojętność jest gorsza od nieprzychylności. Szkoda, że nie do końca Cię usatysfakcjonowała. Ja na razie nie mam w planach tej serii. Niedawno przeczytałam "Co przeniesie wieczność", która bardzo mi się podobała i dzięki niej nabrałam większej ochoty na serię "Lux" i pierwszy tom "Obsydian" - w końcu, bo trochę sobie ta książka poczekała ;P
    Pozdrawiam!
    houseofreaders.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też niedawno przeczytałam "Co przyniesie wieczność" - była to nawet moja pierwsza recenzja na blogu :D tak, rzeczywiście, nie czuję się usatysfakcjonowana tą książką i trochę mi z tego powodu smutno. Powodzenia z serią "Lux", chętnie przeczytam Twoja wrażenia

      Usuń
  2. Polska okładka zdecydowanie lepsza :D
    Mam problem z książkami tej autorki, bo żadnej nie czytałam i choć z jednej strony mam ochotę przekonać się, czy spodobałyby mi się, to z drugiej jakoś...Po prostu zawsze znajdzie się do czytania coś lepszego ;d Może kiedyś, gdy jakimś trafem wpadnie w moje ręce, to w końcu nadrobię zaległości :)♥

    Obsession With Books

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem doskonale to "a z drugiej strony" - ilu książek nie przeczytałam z tego powodu. W takim razie powodzenia z książkami Armentrout/Lynn

      Usuń
  3. O tak, zgadzam się z tym, że polska okładka lepsza :)
    Co do samej autorki, jeszcze jej twórczość jest mi obca, ale chcę to kiedyś zmienić (chyba w przyszłym życiu, bo za dużo książek mam w planach) haha. Ciężko mi cokolwiek się o niej wypowiedzieć, ale jestem ciekawa czy miałabym podobne odczucia do Twoich.

    Pozdrawiam, Skryta Książka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No wiadomo, gdy brak czasu na czytanie, człowiekowi nie chce się eksperymentować z książkami i poznawać nowych autorów. Aczkolwiek jeśli będziesz miała chwilkę to namawiam Cię do sięgnięcia po jakiś tytuł tej autorki. Też jestem ciekawa, czy miałybyśmy podobne zdanie w jej kwestii.

      Usuń