poniedziałek, 8 maja 2017

Dotyk ciemności - C.J. Roberts

E.L. James zawojowała świat swoimi "Pięćdziesięcioma twarzami Greya" do tego stopnia, że każda kolejna książka o zabarwieniu erotycznym, która pojawiła się na rynku, była porównywana właśnie do powieści tej amerykańskiej autorki, a każdy męski bohater do Christiana Greya. Porównania dotyczyły za równo charakteru bohaterów, wydarzeń opisanych w książkach, jak i praktyk seksualnych. Jeśli chodzi o te ostatnie, E.L. James zamoczyła paluszki w mrocznym świecie BDSM i część pisarek podążyła w tym kierunku za nią, również C.J. Roberts, autorka "Dotyku ciemności". Jedna z nich wyszła z tego świata z tarczą, a druga na tarczy. Zgadniecie, której się powiodło?



Za Calebem stoi mroczna przeszłość i to ona jest motorem jego obecnych działań. Mężczyzna zajmuje się tresurą niewolnic seksualnych, które zostają następnie sprzedane na pakistańskich targach w ręce bogatych ludzi, którym ewidentnie się nudzi. Gdy dowiaduje się, że jeden z rosyjskich magnatów finansowych, jego największy wróg, szuka dla siebie tego typu zabawki, postanawia wytresować dziewczynę i posłużyć się nią w ramach zemsty. Z tego powodu, od pewnego czasu interesuje się skromną, osiemnastoletnią Livvy, która według niego, po kilku tygodniach "szkolenia", będzie spełniać wszystkie warunki do zrealizowania zemsty. Porywa więc niczego niespodziewającą się dziewczynę i przetrzymuje w miejscu zapomnianym przez Boga, stosując na niej perfekcyjnie zaplanowane triki psychiczne i kary fizyczne, które mają za zadanie złamać charakter Olivii i uczynić z niej idealną niewolnicę.

Jak ta książka ma się do "Pięćdziesięciu twarzy Greya"? - to chyba pytanie, które nie może pozostać bez odpowiedzi. Z nami kobietami już tak czasem jest, że lubimy czytać o rzeczach, o których niekiedy boimy się marzyć. Dlatego poszukujemy książki odpowiednio pikantnej, nieco zbereźnej, a czasami też tak niemoralnej, że nie przyznałybyśmy się w szerokim towarzystwie, że taką przeczytałyśmy. E.L. James swoim Greyem wprawiła w ruch jedną strunę, a fala dalej sama się rozeszła. Ale to nie jest jeszcze muzyka. Nie spotkałam do tej pory autorki, która nie miałaby problemu z naturalnym przejściem z relacji pan - niewolnica w miłość. Jest zbyt szybko, zbyt niechlujnie, zbyt kiczowato i właśnie stąd bierze się powszechna pogarda. Żeby dalej kontynuować moją muzyczną metaforę, powiem, że C.J. Roberts poruszyła dwie, a może nawet trzy struny i stworzyła historię, która jest pełniejsza, bardziej wyrazista i ciekawsza. I dlatego to ona wyszła ze świata BDSM z tarczą, a nie na tarczy. Ale to wcale nie oznacza, że będę pisała pieśni pochwalne o "Dotyku ciemności". Po prostu bardzo doceniam to, że autorce udało się coś, co nie wyszło wszystkim innym, w tym mistrzyni gatunku. Pani Roberts zaprosiła nas do świata mrocznego, a jednocześnie uwodzicielskiego. Zaskoczyła mnie tym, że chcąc nie chcąc, musiałam współodczuwać z bohaterką. Czułam przerażenie, czułam dezorientację, stres, momentami chciało mi się płakać. To, co wydarzyło się z Olivią, było dla mnie autentyczne i kompletne. Podejrzewam, że to i tak namiastka tego, co sadysta potrafi zrobić z człowiekiem, ale żaden współczesny erotyk, z którym się spotkałam, lepiej tego nie opisuje.

Nie, nie oszukujmy się, to jeszcze nie jest miłość. To póki co jest jedynie syndrom sztokholmski. Tylko stan psychiczny, będący reakcją na silny stres. To jeszcze nie jest miłość i bardzo dobrze. Chociaż czasami bohaterka aż nazbyt wychwalała swojego oprawcę - i tu się pojawia moje pierwsze zastrzeżenie. Nie widzę potrzeby by dręczyciela uczynić mega przystojnym. W zupełności wystarczy ciekawy pod względem fizycznym. Być może wtedy Livvy vel Kotek, swoimi zachwytami, nie zaciskałaby sobie pętli na szyi - w oczach czytelnika, nie w książce. Z kolei Caleb to domin perfekcjonista, ale nie w dziedzinie władania szpicrutą, a kaleczenia psychiki niewolnicy. Ciekawe było to, że tak naprawdę bardziej niszczył dziewczynę okazując jej troskę niż zadając krzywdę. Uważam, że na koniec trochę za bardzo zmiękł, zbyt wiele obnażył. Boję się, że w kolejnej części może stać się z nim to samo co z Greyem.

Wydawało mi się, że już ochłonęłam po lekturze tej książki, ale chyba cały czas jestem w jakiś sposób pod jej wrażeniem. "Dotyk ciemności" wypada zaskakująco dobrze we własnym gatunku, ale gdy myślę o nim w szerszej perspektywie, to szybko spada z piedestału. Jestem bardzo ciekawa drugiej części, bo wewnętrznie czuję, że wszystko to, co tutaj napisałam, nie będzie miało żadnego pokrycia. Jednocześnie wyczuwam w kolejnym tomie więcej akcji, której w tym odrobinę brakowało, przez co mało było w niej życia i takiego popychania w stronę tylnej okładki.

Czytałyście już "Dotyk ciemności"? Poniosła Was fala literatury erotycznej? 
No i wreszcie: co sądzicie o "Pięćdziesięciu twarzach Greya"?


DOTYK CIEMNOŚCI
"Captive in the Dark"
C. J. Roberts
Data wydania: 2 lipca 2015 roku
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Ilość stron: 328

MOJA OCENA: 7/10
PRZECZYTAŁAM: 6 maja 2017 roku

Recenzja do przeczytania również tutaj: lubimyczytac.pl

4 komentarze:

  1. Niestety książka nie jest w moim typie i raczej po nią nie sięgnę. Za to bardzo podoba mi się Twoja recenzja :)
    Pozdrawiam, Alice

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo :D Bardzo miły komplement

      Usuń
  2. O nieee, dla mnie Grey to samo zło! Ta książka została tak koszmarnie napisana, że już więcej nie sięgnę po tego typu historię :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Dotyk ciemności" to zupełnie inny wymiar erotyku. Kilkakrotnie to podkreślałam :D Ale okej, rozumiem. Jak się człowiek zrazi, to go nic nie przekona

      Usuń