środa, 24 maja 2017

CZYTANKA Z PASJĄ: Wieczna księżniczka - Philippa Gregory

Na wstępie powinnam się przyznać do mojej wielkiej miłości do monarchii angielskiej i brytyjskiej. Śledzę zarówno życie współczesnej rodziny królewskiej, jak i z chęcią sięgam po książki czy artykuły dotyczące historycznych monarchów. Do epoki tudorowskiej, w której osadzona jest omawiana "Wieczna księżniczka", podobnie jak do czasów Wojny Dwóch Róż, mam szczególny sentyment. Nic więc dziwnego, że Philippę Gregory obdarzyłam wieczną miłością, gdyż autorka swoje dwie ważne serie umieściła właśnie w wyżej wymienionych czasach, poza tym jest mistrzynią w gatunku fikcji historycznej i jej powieści nie mogą mi się nie podobać. Gdyby spod ręki tej pani wyszedł jeszcze portret królowej Wiktorii - nie byłoby na świecie szczęśliwszego człowieka ode mnie. Piszę to nie bez powodu - jest to pewnego rodzaju ostrzeżenie, gdyż gdy czytam o czymś, co naprawdę kocham, mam na ten temat całą masę przemyśleń. W związku z tym obawiam się, że ta recenzja może być nieco obszerniejsza niż zazwyczaj.


Katarzyna Aragońska, znana światu jako pierwsza żona Henryka VIII, najmłodsza córka Ferdynanda Aragońskiego i Izabeli Kastylijskiej zwanej Katolicką, władców Hiszpanii, najpotężniejszych monarchów swoich czasów, niemalże od urodzenia wychowywana była na królową Anglii. Od kiedy skończyła trzy lata mówiono o niej: Catalina, infantka hiszpańska, księżna Walii - nie było więc dla niej innej przyszłości jak ta, w której nosi angielską koronę na skroniach. Dziecko poczęte w wojskowym obozie, urodzone pomiędzy jedną bitwą z innowiercami a drugą, nie mogło wyrosnąć na nikogo innego, jak na gorliwego katolika, pragnącego mieczem odegnać wyznawców Allaha z Europy. "Wieczna księżniczka" to portret tej zdumiewającej kobiety, pokazujący jej losy od piątego roku życia, gdy przebywała jeszcze w Andaluzji pod pieczą swoich rodziców, przez małżeństwo ze starszym synem króla Anglii Henryka VII - Arturem, po pierwsze lata które spędziła u boku Henryka VIII jako jego żona. Portret przedstawiający jej wzloty, upadki, a przede wszystkim ogromną determinację i niezmierzone ilości zaufania pokładane w Bogu.

Maria Doyle Kennedy, aktorka
wcielająca się 
w postać Katarzyny
Aragońskiej
 w serialu "Dynastia
Tudorów".
Katarzyna Aragońska to dobrze znana postać historyczna przede wszystkim z powodu "królewskiej wielkiej sprawy" czyli procesu unieważnienia małżeństwa z Henrykiem VIII, który to po dwudziestu latach wspólnego życia uświadomił sobie nagle (albo za sprawą Anny Boleyn), że Katarzyna nie mogła być jego legalnie poślubioną małżonką, gdyż w noc poślubną z pewnością nie była dziewicą. Sławny na cały świat rozwód królewskiej pary pociągnął za sobą schizmę od kościoła katolickiego. Ale to wszyscy doskonale wiemy. "Wieczna księżniczka" przedstawia tę kobietę z wcześniejszego okresu. Pokazuje ją już jako małą dziewczynkę, rudowłosą Catalinę, inteligentną lecz jeszcze nieco naiwną. Ciężko mi było ze spokojnym sercem przebrnąć przez pierwsze strony tej książki, przez najmłodsze lata bohaterki, ponieważ w głowie już miałam obraz tego co się stanie, gdy koronują ją na królową Anglii, gdy zostanie niekochaną przez męża jałową kobietą. Podobne uczucie miałam, gdy przyszło mi poznać młodego Henryka, który był wówczas zaledwie księciem Yorku, szczęśliwym, pełnym życia dzieckiem, już skorym do przechwałek, ale jeszcze w żadnym stopniu nie przypominającym tego grubego tyrana, który stawiał siebie wyżej aniołów. Edward Stafford, książę Buckingham, oczywiście książkowy a nie prawdziwy, powiedział o nim, że "przejawia łagodną naturę, której nie sposób zepsuć, nawet wielkim staraniem" - jakie to smutne, że te słowa się nie sprawdziły.

Bardzo się cieszę, że autorka dała czytelnikom możliwość rzucenia okiem na Hiszpanię w okresie, kiedy na tronach zasiadali Izabela Kastylijska i Ferdynand Aragoński, którzy ramię w ramię walczyli z mauryjskimi innowiercami w Andaluzji. Philippa Gregory udała się do Grenady, by lepiej poznać miejsca, w których wciąż żywa jest pamięć o królowej Izabeli. Została oczarowana niezwykłością kultury Maurów, która pozostała tam do dziś, mimo że królewska para usilnie pragnęła ją wykorzenić. Zyskała dzięki tej podróży mnóstwo inspiracji do książki, uczyniła ją niezwykle prawdziwą i żywą, a czytelnik mógł poczuć, jakby sam znalazł się w Alhambrze. Dzięki tak wielkiej rzetelności autorki, dane mi było przeczytać naprawdę piękną i niezwykłą książkę. Smaczki dotyczące Hiszpanii pojawiały się nie tylko na początku książki, przed przybyciem Cataliny do Anglii, ale też potem, już po jej ślubie z Arturem. Autorka postanowiła zbliżyć do siebie młodych małżonków poprzez opowieści o ojczyźnie, którymi księżniczka raczyła męża co noc. Nie dość że było to bardzo ciekawe to również przesłodkie i cieszyło mnie, że Katarzyna miała swoje dobre chwile w Anglii,

Portret Katarzyny Aragońskiej
Książka została skonstruowana tak, że wydarzenia w narracji trzecioosobowej przeplatały się z komentarzami Cataliny w pierwszej osobie. Dzięki temu mogłam przyjrzeć się bliżej nie tylko samej Katarzynie, ale również zobaczyć jak ona widzi Anglię swoimi hiszpańskimi oczyma. Od razu w oczy rzucają się liczne różnice między tymi krajami. Prawdę mówiąc nie spodziewałam  się, że było ich aż tyle. Dotyczyły ona przeróżnych dziedzin życia: od aspektów religijnych po to co wypada młodej damie przed zamążpójściem. Jednak najbardziej przejmujące jest to, że podczas spoglądania na świat oczami księżniczki, widzimy, że spodziewa się ona odnaleźć w Anglii spokój i bezpieczeństwo. Nie da się przejść obok tego obojętnie, gdy zna się przyszłość tej kobiety. Co prawda "Wieczna księżniczka" jest to w dużej mierze fikcja historyczna, nie można jej traktować jako rzetelne źródło wiedzy historycznej, ponieważ nie jest to ani biografia postaci ani publikacja naukowa, a jedynie (albo aż) niesamowita historia dopisana do wydarzeń, które miały miejsce naprawdę, to mimo wszystko pozwoliła mi bliżej przyjrzeć się temu, co istotnie wpłynęło na to, kim była Katarzyna Aragońska w późniejszych latach i mogłam poukładać sobie w głowie z wszystkimi innymi informacjami, które na ten temat mam. Widzę, że autorka ma niezwykłe wyczucie tego, co rzeczywiście mogło się wydarzyć oraz ogromną empatię w stosunku do postaci, których uczyniła swoimi bohaterami literackimi.

Stosunkowo niewiele wiadomo o życiu Katarzyny i Artura, a na pewno zdecydowanie mniej niż o jej małżeństwie z Henrykiem VIII. Dlatego historię napisaną przez panią Gregory traktuję trochę jak baśń, piękną baśń ze smutnym zakończeniem, które uczy jak być twardszym, odważniejszym człowiekiem, a przynajmniej nauczyło tego Catalinę, ponieważ ta, po śmierci ukochanego, zmieniła się w Katarzynę. Sama autorka przyznaje, że nie wiadomo jak to do końca było z Katarzyną i Arturem. Czy infanta hiszpańska straciła dziewictwo i tym samym uprawomocnione zostało ich małżeństwo, czy też nie i było tak jak utrzymywała podczas rozwodu z Henrykiem. Pani Gregory, która jest historykiem, skłania się ku pierwszej wersji i ja również, chociaż historykiem nie jestem, ale lubię ładne historie o miłości, a Katarzyna zasługiwała na ładną historię o miłości.


Współczesna rycina, odtworzona  na podstawie 
symbolu rzekomo wyrytego w komnacie 
Artura Tudora
Philippa Gregory ma niesamowicie malownicze pióro, dzięki temu wszystkie sceny walk, bitew, opracowywania taktyk opisane są w sposób łatwy i ciekawy do przeczytania dla kobiety, która niekoniecznie lubuje się w tego typu opisach. To bardzo istotne, gdyż książkę rozpoczęła bitwa pod Grenadą o Alhambrę, a zwieńczyła potyczka przeciw Szkotom, którą z ogromnym sukcesem dowodziła sama Katarzyna Aragońska. Niejednokrotnie takim opisom towarzyszom piękne ale przejrzyste metafory, pod których jestem wrażeniem. Jeszcze bardziej imponuje mi bibliografia autorki, która składa się z ponad trzydziestu pozycji. Większość dotyczy oczywiście głównej bohaterki i Henryka VIII, ale jest też wiele publikacji poświęconych islamowi, królowej Izabeli, potyczkom Tudorów, jak również postaciom drugoplanowym. To świadczy o niesamowitej rzetelności pisarki. Podziwiam tę kobietę i zazdroszczę tego, że ze swojej ogromnej pasji uczyniła również zawód.

"Wieczna księżniczka" nie jest pierwszą książką Philippy Gregory, którą przeczytałam. Nie jest nawet pierwszą z cyklu tudorowskiego, którą mam za sobą. Przygodę rozpoczęłam z najpopularniejszą powieścią autorki, a mianowicie "Kochanicami króla", które obecnie (po niedawnej premierze "Trzech sióstr, trzech królowych") są chronologicznie trzecią częścią serii. Mam w planach przeczytać całą serię właśnie w porządku chronologicznym, nie pomijając pozycji, które już kiedyś czytałam. Oczywiście pojawią się z tej okazji recenzje, na które już serdecznie zapraszam.


Czytałyście już "Wieczną księżniczkę" albo inne książki Philippy Gregory?
Jakie są Wasze największe pasje?

WIECZNA KSIĘŻNICZKA
"The Constant Princess"
Philippa Gregory
Data wydania: 2010 rok
Wydawnictwo: Książnica
Ilość stron: 552

MOJA OCENA: 10/10
Przeczytałam: 22 maja 2017 roku

Recenzja do przeczytania również tutaj: lubimyczytac.pl

10 komentarzy:

  1. Wstyd się przyznać, ale nie czytałam jeszcze żadnej powieści Gregory. Mam nadzieję, że w końcu uda mi się znaleźć odpowiednią ilość czasu na jej twórczość.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jaki tam wstyd... Po prostu trzeba szybciutko nadrobić i nikt nic nie będzie pamiętał :D Gorąco polecam Ci Philippę Gregory, jeżeli odpowiada Ci taka tematyka.

      Usuń
  2. Uwielbiam!! Gregory jest genialna w swoim fachu!! :D
    Wieczną księżniczkę czytałam, aczkolwiek na mnie największy wpływ miały Kochanice Króla!
    Aż mam ochotę sięgnąć po którąś z jej kolejnych powieści <3 Na pewno to zrobię!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda!? Cieszę się, że też ją lubisz :D
      Kochanice króla to ja czytałam z drżącym sercem i wgl zapomniałam o całym świecie. Tutaj tak nie miałam, ale w "Wiecznej Księżniczce" były inne elementy, które sprawiły to, że kocham tę książkę całym sercem :D

      Usuń
  3. Mi też niezwykle trudno czytało się tę powieść, bo wiedziałam co spotka Katarzynę. Płakałam w momencie śmierci Artura - bo może ich dni były jak z baśni, ale ja wierzę, że córka Izabeli zaznała chociaż trochę szczęścia. I Henryk - tak bardzo inny od tego, którego znałam w serialu, albo z innych powieści.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też w to wierzę, głęboko :D Naprawdę zasługiwała na szczęście. Mam nadzieję, że Artur czekał tam na nią po drugiej stronie i mogli być w końcu szczęśliwi.
      Nie dziwię Ci się, że płakałaś. Ja nie płakałam, ale byłam bardzo blisko.
      Henryk to miał swoje etapy w życiu i ten z "Wiecznej księżniczki" był zdecydowanie najprzyjemniejszym Henrykiem. Jaki był zmieszany swoim romansem z lady Anną... Potem to już nic sobie z tego nie robił. A na końcu stał się podejrzliwym, śmierdzącym, niedołężnym tyranem, dla którego nie można mieć sympatii.

      W ogóle ta książka sprawiła, że obdarzyłam Katarzynę dużą sympatią.

      Usuń
  4. O matko, o matko, przyznaj się, skąd wiedziałaś, że właśnie się czaję na Philippę Gregory?! <3 Od kilku miesięcy oglądam się i zastanawiam, która książka byłaby najlepsza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szósty zmysł!
      Koniec z czajeniem się na panią Gregory. Proszę brać "Wieczną księżniczkę" w łapki i czytać.
      Chociaż najlepsze, moim zdaniem, są "Kochanice króla", ale Księżniczka też bardzo fajna, a i chronologicznie zaczniesz cykl tudorowski :D

      Usuń
    2. "Wieczna księżniczka" powiadasz? Zobaczę co da się zrobić. Tak się śmiesznie złożyło, że dawno dawno temu na "Kochanicach króla" byłam nawet w kinie (dobry Boże, to prawie 10 lat temu!) i od tego czasu się czaję! :D

      Usuń
    3. No to rzeczywiście trochę Ci się zeszło na tym czajeniu. Nie mogę pozwolić, żeby to dłużej trwało. Możesz zacząć się bać :P

      Usuń