poniedziałek, 29 maja 2017

Czerwona królowa - Victoria Aveyard

Motywy dystopii i antyutopii w ostatnich latach bardzo zyskały na popularności. Wielu autorów zauważyło szansę w ogromnym sukcesie jaki osiągnęła Suzanne Collins trylogią "Igrzyska Śmierci" i postanowiło wykorzystać zapotrzebowanie czytelników na powieści podobnego typu. Powstały takie serie jak: Rywalki, Program, Dotyk Julii, Niezgodna, Delirium, Szklany tron, które również zyskały niesamowitą popularność. Okazuje się, że czytelnicy nie są zmęczeni niezbyt optymistycznymi wizjami świata, bo z ogromnym zainteresowaniem powitali kolejną serię, a mianowicie "Czerwoną Królową" autorstwa Victorii Aveyard. Pierwsza jej część, o tym samym tytule, została doceniona przez użytkowników portalu lubimyczytac.pl i została Książką Roku 2015 w kategorii Fantastyka, Fantasy. Za mną ta pozycja chodziła już od dawna, ale do lektury przekonały mnie (zmusiły) dopiero blogerki książkowe.


Mare Molly Barrow to siedemnastoletnia przedstawicielka rasy Czerwonych zamieszkująca wioskę Pale w kraju Norta. Ma czworo rodzeństwa w tym trzech braci, którzy zostali zmuszeni do ruszenia na wojnę. Mare też to czeka. W chwili gdy ukończy osiemnaście lat, zostanie poddana poborowi i wstąpi do wojska, a następnie wyruszy na front. Uratować może ją tylko porządna praca, ale nikt jej nie da dziewczynie, która niemal od urodzenia trudni się kradzieżą i przemytem. Gdy poznaje tajemniczego Cala, jej los diametralnie się odmienia. Zostaje zatrudniona na królewskim dworze, by usługiwać Srebrnym - lepszym tego świata, arystokratom pomiatającym Czerwonymi. Na dworze jest świadkiem prezentacji następcy tronu jego potencjalnych małżonek. Podczas pokazu sił dziewcząt pretendujących do roli Srebrnej Księżniczki, Mare przez przypadek daje całemu światu znać o swojej niezwykłej sile, o której sama nie miała dotąd pojęcia. Srebrni decydują się mieć w niej sprzymierzeńca, bo jako wróg, mogłaby być śmiertelnym niebezpieczeństwem.

Wiele opinii o tej książce mówi, że jest to połączenie "Igrzysk śmierci", "Rywalek" i "Dotyku Julii". Uważałam, że jest to stwierdzenie bardzo krzywdzące dla tej powieści, bo już na starcie czytelnik jest nastawiony, że to już było, "Czerwona królowa" nie pokazuje niczego nowego, nie warto w związku z tym jej czytać. Starałam się nie myśleć o tych porównaniach, gdy brałam się za czytanie. Powiedziałam sobie, że tematyka wizji przyszłości jest bardzo obszerna i Aveyard wcale nie musi ocierać się o inne książki, a opinie, które się pojawiają w związku z tą powieścią, wcale nie muszą pokrywać się z moimi wrażeniami. Powiem szczerze, że  nie udało mi się wytrwać w postanowieniu, ale z radością przyznam, że akurat z "Igrzyskami śmierci" ta książka mi się nie kojarzyła. Jeżeli chodzi o podobieństwo do serii Mafi Tahereh to jest ono bardzo nieznaczne i aż wstyd robić z tego powodu jakiekolwiek problemy. Natomiast "Rywalki" i "Czerwona królowa" mają ze sobą wspólny wątek wyboru małżonki dla następcy tronu, spośród wielu panien, które zjechały do pałacu, z tym że w przypadku tej pierwszej książki był to motyw wiodący, a w tej drugiej tak na dobrą sprawę wcale mogło by go nie być i wielka krzywda by się nie stała - no ale skoro był, to siłą rzeczy budził skojarzenia. Czuję się trochę w obowiązku obronić "Czerwoną królową" i mam nadzieję, że mi się to udało, bo zasługuje na tę obronę, przynajmniej w kwestii ogólnej fabuły. Bardzo podobał mi się pomysł z podziałem rasowym, którego podstawą był odmienny kolor krwi ich przedstawicieli. Chociaż mój umysł diagnostyka buntuje się przeciw srebrnej krwi (gdzie czerwone krwinki? gdzie hemoglobina? gdzie tlen?), to umysł książkoholika go docenia. Żeby była jasność - nie popieram żadnego podziału rasowego, nie, nie, nie jestem z tych ludzi. Popieram jedynie koncept, bo uważam go za ciekawy, a w książce przecież chodzi o to, żeby przełamać wszelkie granice.

Nie jestem wielką fanką głównej bohaterki. W powieściach antyutopijnych szczególnie powinna mieć ona silny charakter, a prawdę mówiąc wcale go u Mare nie odczuwałam. Jedyne co to czytało się o tym jaka ona jest silna, odważna i wyjątkowa, jak wielkie jest jej znaczenie w tej książce, nawet tytuł wskazuje na to, że miała być kimś niezwykle ważnym, kluczowym elementem w konflikcie Czerwonych z Srebrnymi. Ale tak naprawdę nie widzę tego wcale. Całą czarną robotę odwalał za nią ktoś inny, nie mam pojęcia czy zrobiła coś naprawdę istotnego dla Czerwonej Gwardii, oczywiście coś co by jej nie szkodziło. Co takiego robiła Mare Barrows w tej książce? Uczyła się tańczyć, konkurowała z narzeczoną następcy tronu i wpadała w tarapaty, z których wywijała się obroną ręką, a cierpieli inni. Wydaje mi się, że nie tak powinien zachowywać się bohater, który ma uratować swój świat przed niechybnym końcem. Mam nadzieję, że to w kolejnych częściach się poprawi.

Natomiast jestem zadowolona z postaci Juliana, choć nieco mnie zawiódł pod koniec swojej obecności w książce. Taka osoba - mentor, nauczyciel, któremu naprawdę można zaufać - przydaje się w każdej książce o tej tematyce. Według mnie, powinno być go jeszcze więcej i mam nadzieję, że jeszcze się pojawi. Miło wspominam również Gisę, siostrę Mare. Przede wszystkim było mi jej okropnie szkoda, gdy zmarnowana została cała jej przyszłość. Jest to postać, którą łatwo obdarzyć sympatią. Ale moim faworytem jest Maven, młodszy syn króla, narzeczony Mare. W prawdzie nie było dla mnie zaskoczeniem to kim był, wiedziałam o nim niemal od samego  początku, to właśnie ta postać wydawała mi się najbardziej kompletna.

Byłam bardzo ciekawa, jak rozwinie się wątek romantyczny. Niestety, i o nim nie mogę powiedzieć zbyt wiele dobrego. Miałam wrażenie, że autorka chciała by odgrywał on istotne znaczenie, by mogła się nim później posłużyć, ale jednocześnie nie chciała by zdominował on książkę i przez to wyszło coś, co nie miało zbytnio sensu i wyrazistości.  Uczucia, o których się mówiło nie miały swojego źródła, nie wiadomo kiedy w ogóle się one narodziły. Co prawda od pierwszego spotkania Mare i Cala było wiadomo, że to ich będzie ten wątek dotyczył, ale to było uczucie, o którym jedynie się mówiło, które nie było uzasadnione ani czynami ani myślami bohaterów.

"Czerwona królowa" wywarła na mnie mniejsze wrażenie niż się spodziewałam. Ale mimo to nie zamierzam porzucić serii, będę ją kontynuować z nadzieją, że kolejne części pozwolą zapomnieć mi o wadach pierwszego tomu. Nadal widzę potencjał w tej historii!

Jesteście fankami antyutopijnych książek?
Czytałyście "Czerwoną królową"? Widzicie w niej podobieństwo
do "Igrzysk śmierci" czy innych popularnych tytułów z gatunku?

CZERWONA KRÓLOWA
"Red Queen"
Victoria Aveyard
Data wydania: 18 lutego 2015 roku
Wydawnictwo: Otwarte
Ilość stron: 488

MOJA OCENA: 6/10
PRZECZYTAŁAM: 28 maja 2017 roku

Recenzja do przeczytania również tutaj: lubimyczytac.pl

16 komentarzy:

  1. Właśnie trochę się zainteresowałam tą serią, bo wydawnictwo ogłosiło konkurs na recenzentów i wzięłam udział. Czekam cały czas na wyniki, choć w międzyczasie luknęłam, co w trawie piszczy. Czuję, że podobnie oceniłabym tę powieść jak ty. W sensie byłaby miłą lekturą, choć raczej by mnie nie porwała. Aczkolwiek zobaczymy! :D

    PS. Dziękuję za słoneczko! :D
    Po Twoim komentarzu od razu zawitało w moim serduchu ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A proszę :D zawsze jestem skłonna dzielić się słońcem :D
      Trzymam kciuki za sukces w konkursie.
      O to to, idealnie podsumowałaś moje wrażenia :D

      Usuń
  2. W zasadzie nie pamiętam, kiedy ostatnio czytałam jakąkolwiek antyutopię - po prostu ostatnio bardzo mocno skupiam się na dużo bardziej realistycznych historii. Jednak moja dobra koleżanka zachwyciła się tą serią, a mamy podobne gusta, zatem dam szansę "Czerwonej królowie".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdy tylko to zrobisz, z chęcią zapoznam się z Twoimi wrażeniami ;) przyjemnej lektury

      Usuń
  3. Ja po przeczytaniu dwóch tomów Mrocznych Umysłów jestem antyfanką dystopii. To było tak smutne, tak nienaturalne, że nie mogłam czytać...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie czytałam Mrocznych umysłów, więc ciężko mi się odnieść...
      No ale tak, w antyutopiach, dystopiach jest cos smutnego. Czytając, zawsze zastanawiam się, czy w tym kierunku zmierza nasz świat, bo że zmierza w złą stronę to jestem o tym przekonana. Wizja z Czerwonej Królowej raczej się nie spełni, ze względu na elemantu fantastyczne ;) dobre i to

      Usuń
  4. Zdanie mamy bardzo podobne, chociaż przyznam szczerze, że mnie jednak trochę drażniły oklepane wątki. Jasne, świeżość już rzadko się zdarza, ale z jakiegoś powodu w tej książce potwornie odczuwałam nawiązania do innych lektur. To się mocno poprawia w drugim tomie, ale za to tam główna bohaterka (podobnie jak rozbudowany wątek romantyczny) doprowadzały mnie do szału.
    Swoją drogą, bardzo celne pytanie "Co takiego robiła Mare Barrow w tej książce?" :D Jak na to spojrzałam z tej strony... Rzeczywiście. ;)
    Ocena ta sama - 6/10, ale się nie poddaję. Po drugim tomie miałam 6/10, przeczytam trzeci, bo trochę jednak jestem ciekawa, ale szału już się nie spodziewam. Czekam na wrażenia z drugiego tomu! ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jednocześnie mnie uspokoiłaś - poprawą drugiego tomu, i zaniepokoiłaś - jak to, bohaterka będzie mnie jeszcze bardziej irytować?
      Na razie mam w planach inne książki, więc drugi tom musi trochę odczekać.

      Usuń
    2. Będzie. Z jednej strony odrobinę dojrzeje, ale z drugiej jej wewnętrzne rozważania (zwłaszcza związane z nazwijmy to obiegowo różnymi relacjami) były dla mnie tak miałkie, że przeskakiwałam wzrokiem zdania. :P

      Usuń
    3. To nie brzmi dobrze...
      Pewnie i tak prędzej jak za miesiąc nie przeczytam

      Usuń
  5. Moje zdanie już znasz na temat pierwszego i drugiego tomu. O Mare mam podzielone zdanie, bo szczerze mówiąc nie przeszkadza mi, ale jest strasznie irytująca i zdecydowanie nie jest moją ulubienicą. Ale Maven! O tak, tak! Ten bohater również wydał mi się najlepszy spośród wszystkich, zwłaszcza po zakończeniu (którego nie domyśliłam się, brawo mój mózg) :D

    Pozdrawiam, Skryta Książka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To dobrze, że się nie domyśliłaś, miałaś przez to przyjemność. A ja się zastanawiałam, czy Mare w końcu błyśnie inteligencją i się domysli czy nadal będzie antybohaterką, za którą ją miałam. Po jej rozmowie z Julianem byłam już na milion procent pewna, co się święci. Ale to dobrze, że tak się potoczyło - Maven tylko zyskał w moich oczach dzięki temu ;)

      Usuń
  6. Maven był zdecydowanie najlepszą postacią tej książki. :D Co do samego wątku miłosnego to zgadzam się z Tobą, że trochę nie wyszedł. Główna bohaterka sama nie wiedziała czego chce i tylko chodziła od jednego do drugiego z braci.
    Pozdrawiam, Alice

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie to nie powinny być wcale bohaterkami tego typu książek. To musi być ktoś silny, ze smykałką do przewodzenia, a nie jakaś niezdecydowana laska...

      Usuń
  7. Ta przygoda czytelnicza jeszcze przede mną, czytałam wiele sprzecznych opinii, więc specjalnie książek nie poszukuję, ale jak wpadną w moje ręce, to chętnie przeczytam. :)
    Bookendorfina

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, ja też spotkałam kilka głosów za, kilka przeciw... W takim wypadku najlepiej samemu zobaczyć, o co chodzi :)

      Usuń