wtorek, 2 maja 2017

Lilia wśród cierni - Penny Jordan

Jak doszło do tego, że przeczytałam "Lilię wśród cierni" Penny Jordan? Szukałam książki, która realizowałaby motyw ukrywanej ciąży. Nie znalazłam wiele godnych uwagi odpowiedzi, a Penny Jordan była jedyną autorką, którą kojarzyłam. Co prawda jeszcze nigdy nie udało mi się przeczytać nic jej pióra, ale ufałam, że skoro jest to dosyć znana autorka romansów, to lud wie co czyta. Na lubimyczytac.pl książka mogła się pochwalić oceną 6,8, co nie było wcale złym wynikiem, biorąc pod uwagę, że to raczej harlequin. Ze smutkiem stwierdzam, że zaniżyłam tę ocenę. Zapowiadało się naprawdę dobrze. Szczególnie optymistycznie nastawiał mnie tytuł książki. "Lilia wśród róż" została bowiem zaczerpnięta z biblijnej "Pieśni nad Pieśniami", a to pozwalało mi sądzić, że powieść pani Jordan jest książką dobrze napisaną, przemyślaną oraz że posiada jakieś wartości. Jak było?



Hope Stanford została oddana przez ojca do przyklasztornej szkoły, do której uczęszczała przez kilka lat, zupełnie nie mając do czynienia z światem zewnętrznym. Wszystkie wakacje, ferie i inne przerwy spędzała w klasztorze, mimo że jej koleżanki przeżywały niezapomniane wycieczki, przygody, romanse. Hope dorastała z przeświadczeniem, że siostry wychowają ją na dobrą, skromną żonę dla narzeczonego, którego wybrał jej ojciec. Wszystko zmienia się, gdy do klasztoru przyjeżdża hrabia Aleksiej, rzekomo przyjaciel sir Henry'ego (ojca Hope), który na jego prośbę miał odebrać dziewczynę ze szkoły i zawieźć ją do Paryża, gdzie była oczekiwana przez tatę. Dziewczyna nie miała pojęcia, że tak naprawdę została porwana i będzie wykorzystana do zemsty na sir Henrym, jaką planował Aleksiej. Mężczyzna chciał odpłacić ojcu Hope pięknym za nadobne i wdać się z Hope w romans, który byłby na oczach wszystkich. Dziewczyna przeistacza się w ramionach hrabiego w kobietę i choć zaczęła darzyć go uczuciem, nie może zostać z mężczyzną, który widzi w niej tylko środek do zemsty, tym bardziej że spodziewa się dziecka, które pragnie urodzić i wychować...

Prawdę mówiąc od samego początku spodziewałam się, że to nie będzie dobra książka i już pierwsze strony upewniły mnie w moim przekonaniu. Postanowiłam jednak dać Penny Jordan szansę i nie poddawać się tak od razu, mimo że gdzieś z tyłu głowy pewien głosik podpowiadał mi, że szkoda czasu na słabe książki. Czytałam, bo chciałam uporać się z tym jak najszybciej. Aby omówić, co było źle a co dobrze, podzielę tę książkę na połowę. Jak już wspominałam, początek historii nie nastrajał do dalszej lektury, lecz tak naprawdę był to najlepszy fragment powieści. Autorka wtedy jeszcze poświęcała dużo uwagi bohaterom, wydarzeniom, motywom postępowania, całej otoczce. Z chwilą pojawienia się w historii hrabiego Aleksieja pojawiło się też dużo scen erotycznych mniej lub bardziej posuniętych. No cóż... Nie były one atutem tej książki, zdecydowanie nie. Natomiast druga połowa książki tak naprawdę była o wszystkim i o niczym. Rozumiem to, że autorka chciała jak najszybciej przebrnąć przez okres ciąży Hope i przez pierwsze miesiące po narodzinach dziecka, ale zrobiła to w sposób tak lakoniczny, a jednocześnie chaotyczny, że prawdę mówiąc mogła sobie darować i po prostu napisać "Rok później", ponieważ nic z tej gadaniny nie wynikało i nie było potrzebne do wyprowadzenia zakończenia książki, które również nie odbyło się jakoś spektakularnie.

Główna bohaterka, Hope, jest to najbardziej bezpłciowa żeńska postać jaką spotkałam w ostatnim czasie. Dziewczyna nie ma kompletnie swojego zdania, instynktu samozachowawczego, pozwala ze sobą robić dosłownie wszystko. Jest strasznie bierna emocjonalnie. Niby mówi, że coś czuje, ale nie ma to żadnego pokrycia w jej myślach czy zachowaniu. Jedyny dowód, że zdarza jej się czasami myśleć to to, że uciekła od hrabiego Aleksieja. Z samym hrabią też są niezłe kwiatki. Z treści książki wynika, że jest pół-Francuzem, pół-Rosjaninem. Nie bardzo więc wiem, skąd się wziął ten "hrabia" w takim razie. Nie wiem, może mi umknął fakt, że jednak jest Brytyjczykiem, zdarza mi się czasem. Ale nawet jeśliby przyjąć taką teorię, to jaki szanujący się brytyjski arystokrata mieszka we Francji i w dodatku ma wiekowe posiadłości? Zaskakuje mnie to, bo autorka jest Brytyjką, powinna więc orientować się, że ani we Francji ani tym bardziej w Rosji nie ma arystokracji.

Uważam się za bardzo tolerancyjną miłośniczkę romansów. Przyznam się, że niekiedy łykam największą chałę według innych. Jednak "Lilia wśród cierni" Penny Jordan to jest naprawdę źle napisana książka. Historia mogłaby się obronić, gdyby autorka bardziej nad nią popracowała, przede wszystkim nie powinna przelatywać przez drugą połowę książki, jakby przełączała kanały w telewizji, bo tak to mniej więcej wyglądało. Wiem, że każdy będzie odbierał tę książkę indywidualnie, ale prawdę mówiąc jestem w głębokim szoku, że niektórzy uważają ją za wartościową, emocjonalną, piękną opowieść. Nigdy nie przestanie mnie zadziwiać, jak my wszyscy się od siebie różnimy.

A Wy? Często kierujecie się ocenami na portalach poświęconych książkom? Skusiłybyście się książki Penny Jordan?

LILIA WŚRÓD CIERNI
"Love's choices"
Penny Jordan
Data wydania: 2004 r.
Wydawnictwo: Harlequin
Liczba stron: 382

MOJA OCENA: 4/10
PRZECZYTAŁAM: 30 kwietnia 2017 roku

Recenzja do przeczytania również tutaj: lubimyczytac.pl

2 komentarze:

  1. Często korzystam z portali książkowych, a najczęściej z Goodreads. Jeszcze nie zawiodłam się na żadnej książce, którą tam polecali. :) A co do "Lilii wśród róż" szkoda, że ci się nie spodobała, ale każdy czasem trafia na słabe książki. Ja rok temu spotkałam się z "Miłość, flirt i inne zdarzenia losowe", po której do tej pory wzdrygam się na samą myśl o niej.
    Pozdrawiam, Hayles z https://ourbooksourlive.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Z Goodreads rzadko korzystam, czasami wpadam zobaczyć jak się miała książka, która w Polsce jest dopiero w zapowiedziach: czy warto kupić, czy nie...
    Nie znam książki, o której mówisz, ale będę się od niej trzymać z daleka.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń